Wyjątki z listów do Redakcji: Świadectwa o „Prawdziwym Życiu w Bogu”[1] 

Z dużą uwagą czytam książki „Prawdziwe Życie w Bogu”. Mają dla mnie wartość głębokiej modlitwy z Bogiem. (B. G.)

*

Jestem pewna, że Orędzia przekazywane przez Vassulę są prawdziwe. Bardzo podnoszą na duchu. Kiedy czyta się te księgi, Duch Boży nie opuszcza serca i daje wiele radości. Lepiej można zrozumieć Ewangelię. A spotkanie z Vassulą w Olsztynie jeszcze bardziej mnie w tym utwierdziło. To, co napisałam, jest niczym w porównaniu z tym, co czuję po przeczytaniu książek i spotka­niu z Vassulą. (M. K.)

*

Udało mi się pożyczyć od znajomej jeden tom książki Vassuli „Prawdziwe Życie w Bogu”, którą przeczytałam z wielkim prze­jęciem. Zapragnęłam zdobyć wszystkie tomy... (A. F.)

*

Pragnę skompletować wszystkie tomy „Prawdziwego Życia w Bogu”. Nasz proboszcz też je czyta: bardzo zainteresowany tymi książkami. „Idź od narodu do narodu...” przeczytał w ciągu jed­nej nocy. Powiedział, że te książki pomogły mu poprowadzić rekolekcje... Także moja siostra zamówiła 10 tomów. Powie­działa do mnie: „Dopiero teraz zaczęłam żyć...” (M. B.)

*

Byłem bardzo uprzedzony do pism pani Vassuli Ryden. Aż pewnego razu zapytał mnie pan J.: „Czy ksiądz czytał te pisma?” Ze wstydem oznajmiłem: „Nie czytałem”. Zrozumiałem moje niemądre postępowanie. Bez znajomości przedmiotu odrzucałem wartość tychże pism. Zacząłem czytać. Stopniowo odkrywałem czyste źródła życiodajnej wody i moc Bożą. Wątpiłem jedynie, gdy w tekście były słowa: „Vassulo, odczuj Moją obecność” – tego zupełnie nie pojmowałem. To mnie odstręczało. Aż w kwietniu 1996 roku, czytając tom 4, na trawniku przy kościele, zupełnie sam, nagle przy słowach, które powiedział do niej Pan Jezus: „Vassulo, odczuj Moją obecność”, poczułem nagle całą swoją osobą, każdą komórką ciała (ale nie widziałem oczyma), zbliżającą się obecność Pana. Podszedł bardzo blisko. Ogarnęła mnie radość i wielki strach. Pan zbliżył się tak niespodziewanie od strony prezbiterium kościoła. Trwało to około 10 sekund i Pan odszedł z powrotem. Od tej chwili wiem, już nie muszę wierzyć – po prostu: wiem – co znaczą słowa w pismach p. Vassuli: „Od­czuj Moją obecność”. One nie tylko już mnie nie denerwują, ale sprawiają mi radość.

Postanowiłem napisać o tym, bo może komuś innemu słowa te sprawiają podobną trudność. Moje wykształcenie (jestem teolo­giem i psychologiem) pozwala mi podejść do tego zjawiska kry­tycznie i obiektywnie w świetle najnowszej współczesnej wiedzy. Uważam, że do pism Vassuli Ryden można zastosować słowa Biblii: „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan” (Ps 34,9). (ks. A. P.)

*

Jestem po lekturze 9 tomów „Prawdziwego Życia w Bogu” i pod wielkim wrażeniem przekazywanych orędzi. Mogą rodzić tylko dobro, rozpalać miłość i powiększać liczbę tych, którzy pragną podejmować ofiarę i modlitwę w imię ratowania świata. W pełni podzielam pogląd, że człowiek ‘rodzi się na nowo’. Nie potrafię nie mówić o tym, dlatego propaguję i zachęcam wokół... (T. S.)

*

Książki „Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej”, „Prawdziwe Życie w Bogu” i teraz „Poemat Boga-Człowieka” to dla mnie Droga, Prawda i Życie, to Chrystus, Niebo. Wiedza z tych książek sprawiła, że nie potrafię się oderwać od Boga, mam Go we krwi, w myślach, w każdej komórce ciała. On jest dla mnie powietrzem, wodą, pokarmem, moim Bytem, moim Świa­tłem, moją Duszą. Cierpię z Nim za tych, którzy mają w sercu i w umyśle jakąś „blokadę”... Te książki pozwoliły mi wrosnąć bar­dziej w moje korzenie wiary i pozwoliły mi ocenić życie dawne i obecne... Przez te książki lepiej widzę rzeczywistość, znaczenie wiary w rodzinie, w parafii... Królestwo Boże przychodzi do nas w tych książkach, czyli sam Chrystus... (K. P.)

*

Przeczytałam 9 tomów... trudno mi jednak przełamać się i za­miast imienia „Vassula” wstawiać moje imię. Moja mama jest zachwycona „Prawdziwym Życiem w Bogu”. Uważa, że to pierwsza książka po Ewangelii. W jej imieniu składam Wam wielkie podziękowanie... (M.)

*

Książki, które drukujecie, to drogocenne skarby Boże, cu­downe, nieocenione, słowa samego Boga, który jest Duchem i Prawdziwym Życiem na wieki. One są Źródłem Wody Żywej, która nawadnia jak poranna rosa, a dusza wzbija się, dzięki nim, wysoko, w Niebiosa. (U. Z.)

*

Pragnę podziękować Bogu w Trójcy Jedynemu za te Boże Orędzia, za tę Bożą miłość i miłosierdzie dla nas, grzeszników. Niech będą Bogu dzięki za tak wspaniałe dzieła! Dziękuję Bogu za Vassulę, która się zgodziła pracować dla Niego... (J. G.)

*

Ta książka ma na mnie pozytywny wpływ. Gdybym nie prze­czytała „Prawdziwego Życia w Bogu”, nie rozumiałabym obec­nego czasu, w którym żyjemy... A czas to straszny, ludzie są za­gubieni duchowo... (J. U.)

*

Cudowne są słowa tych Orędzi... Wierzę, że Bóg sprawi cud jedności Kościoła oraz przywróci pokój i miłość wśród ludzi. Wierzę, że te Orędzia będą uznane i zakończą się prześladowa­nia... Nie wolno nam wyrzec się Orędzi, które Pan Jezus dał Vas­suli. Trzeba nieść ten Krzyż. (M. M.)

*

Nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że Orędzia spi­sywane przez Vassulę są autentyczne, pochodzą „z Góry”. Tak! Bóg stał się bliższy, choć nadal pozostaje Niepojęty... Portret Jezusa, zamieszczony w książce „Jak rozpoznać znak dany przez Boga” jest niezwykły. Najwspanialsza ikona. Prawdziwie Pan okazał Swe Oblicze. Po zawieszeniu reprodukcji tego portretu odważyłam się zacząć odmawiać akt oddania się Najświętszemu Sercu Jezusa, podyktowany Vassuli w 1992 r. Szaleńczo zobo­wiązujący i czasem aż drżę, ale spojrzenie Pana pomaga mi... (J. J.)

*

Dziękuję Bogu za Orędzia, które przekazuje nam przez Vas­sulę. Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu! (G. M.)

*

Od kilku lat czytam „Prawdziwe Życie w Bogu”. Początkowo – piszę to z niejakim wstydem – aby potwierdzić zarzuty, że są tam jakieś błędy teologiczne. Ale – trwało to krótko. Wciągnęła mnie ta lektura. Szybko zorientowałem się, że p. Vassula Ryden nie wymyśliłaby sama z siebie tych treści, tak mocno osadzonych w Starym i Nowym Testamencie. Nie wydaje się to możliwe. Zacząłem więc czytać tak, jak Piszący to sugeruje: modlitewnie i z myślą o sobie. Przecież to ja mam się nawrócić. Przecież tak powinno się słuchać Jezusa: otwartym sercem chwytać, co tylko Bóg może mi powiedzieć.

Bardzo jestem wdzięczny p. Vassuli. A jak powinienem być wdzięczny BOGU Najwyższemu i Najlepszemu, który z taką miłością i z takim uporem mówi do nas, do ludzi naszych cza­sów. Jak to dobrze, że mówi, że stale mówi. Przenosimy się jakby do Palestyny, na te kilka lat, trzy lub cztery, gdy Jezus mówił, a ludzie ciągnęli za Nim i słuchali, słuchali... Jak to dobrze, że Bóg mówi i że są ludzie, którzy chcą to przekazywać. (ks. H. C.)

*

„Prawdziwe Życie w Bogu” Vassuli to najpiękniejsza książka, którą czytam jednym tchem, natychmiast po otrzymaniu. Czytam ją sercem. Jest to dla mnie nie tylko dialog Vassuli z Bogiem, ale jest to także mój osobisty dialog z Panem Bogiem. W wielu fragmentach tej książki Pan Bóg odpowiada również na moje różne problemy. Jestem Nim zachwycona i kocham Go. (I. D.)

*

Jestem ogromnie zbudowana treścią tych książek. (H. H.)

*

Dziękuję Panu Bogu za to, że tak wspaniałe wydawnictwo, jak Wasze, powstało w naszym kraju, że możemy zapoznać się z Orędziami danymi Vassuli i innymi książkami. Dla mnie są one pokarmem duchowym i ogromnym szczęściem. Zapewniam o pamięci w modlitwie i życzę wytrwałości, pomimo wielu prze­ciwności... (L. M.)

*

Cieszę się z tych wspaniałych dzieł, jest to bowiem tak samo ważne dla mnie jak pokarm dla ciała i lekarstwa. Mimo innych zajęć muszę codziennie znaleźć chwilkę czasu dla pokrzepienia ducha lekturami, które są dla mnie równie cenne, co Pismo Święte, bo to jakby odczytywanie go w naszym czasie: wielkiego chaosu i odstępstwa... (M. Ł.)

*

„Prawdziwe Życie w Bogu” to dla mnie Duchowy Pokarm, Życie i Nadzieja, Manna: Chleb Boży! (B. S.)

*

Byłam szczęśliwa z osobistego spotkania z Vassulą i o. M. O’Carrollem w Olsztynie. Jestem wdzięczna Waszemu wydaw­nictwu za zorganizowanie tych spotkań. Sama osobowość Vassuli jest fascynująca. Idzie od narodu do narodu i daje świadectwo obecności Boga. Na mnie wywarła wpływ ogromny. Moje życie przemieniły także inne książki przez Was wydrukowane. Dlatego nazywam was moimi przyjaciółmi, bo tak wiele Wam zawdzię­czam. (H. D.)

 

Czytając książkę „Prawdziwe Życie w Bogu” Vassuli Ryden, stałam się bardziej spokojna duchowo, serdeczna dla ludzi i wraż­liwa na krzywdę ludzką. Bardziej zaczęłam myśleć o innych, a nie tylko o sobie. Częściej chodziłam do kościoła, częściej się modliłam i byłam bliżej Boga. Stałam się całkiem inną osobą – pełną wiary, dlatego też zaczęłam czytać jeszcze raz „Prawdziwe Życie w Bogu”. (M.)

*

Książki Vassuli Ryden „Prawdziwe Życie w Bogu” przeczytałam dzięki koleżance z pracy. Orędzia Vassuli są jak żywe. To pisma zredagowane bardzo prosto, oryginalnie. Bóg pokazuje, jak bardzo nas kocha.

Czytając je zdobyłam więcej wiary, ufności w Jezusa, w Jego Miłość. Do tej pory modliłam się więcej do Matki Niepokalanej – Maryi. Teraz zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Czytając „Prawdziwe Życie w Bogu” nie można nie zbliżyć się do Boga przez modlitwę, miłość. (D.)

*

Książka „Prawdziwe Życie w Bogu” to Emmanuel – Bóg z nami, to Effata! Mówi sercu: „Otwórz się!” Otwiera uszy i przywraca śle­pym wzrok. Bóg przyszedł do Swoich (oby Go Swoi poznali!). Przyszedł do chorych, którzy wymagają lekarza, odszukać tych, co zaginęli: pokaleczonych cierniami grzechu, zaniedbanych duchowo (przykładem jest sama Vassula).

W życiu często się nawracamy, przeważnie po „gorzkich zio­łach”, jakimi są nieszczęścia czy wypadki. Mnie przypadło nawrócić się kolejny raz w łagodny, definitywny sposób, na resztę życia. Mam 62 lata. Pomogła mi w tym ta książka. Bóg silnie i prawdziwie wszedł w moje życie i obowiązki, w moją codzienność. W trud i wypoczynek, dał spokojny sen. Żyję radośniej, pełniej i pewniej. Ułatwiło mi to odróżniać dobro i zło, wyraźniej widzę grzech, przez co łatwiej mi być powściągliwą, bardziej umiarkowaną. Nauczyła mnie ta książka cierpienia duchowe, własne Ogrójce, łączyć z Get­semani Pana, cielesne dolegliwości i trudy – z niesieniem krzyża Pana. Mam i radosne tajemnice, ale wszystko w Panu.

Ta książka to list miłosny Samego Boga, Samej Miłości do stwo­rzenia, nawet charakter pisma jest Pana, zapożycza tylko ręki wi­dzialnej mistyczki – Vassuli. Tę książkę można porównać do tygla, w którym wytapiamy złoto naszej duszy i dobro, które jest w nas. Głębiej rozumiem Eucharystię, tę Boską Mannę, w której ukrył się Sam Bóg, której potrzebuje człowiek codziennie jak powszedniego chleba. Bóg objawia się w niej jako Miłość żebrząca o miłość wła­sne stworzenie; jako „Ufność” – trzeba nam Jej zawierzyć, bo któż jak Bóg? Jest naszą Opatrznością, przecież to sedno naszego życia: kochać, bo jest się tak kochanym, zaufać i mamy oparcie – ratunek w każdej chwili życia! Chce się krzyknąć – Eureka! Ktoś powie, że to wszystko znamy, bo Kościół nie był niemy, był zawsze ratun­kiem, ale było też i tak, że Pismo Święte posiadali nieliczni, scho­wane, bo nawet nie na wierzchu. Brakowało książek religijnych, mieliśmy totalitaryzm i „pranie mózgów” w szkołach i na uczel­niach. Byli i tacy, co szukali ratunku w Kościele, prawdy i patrioty­zmu, bo tam uczono tylko prawdziwej historii, ale było wielu takich ludzi, którzy sprzedali się za „miskę soczewicy”. Szukano Boga kameralnie. Ta książka zaś ukazuje nam Boga, który wyjawia Swoją tajemnicę wszem i wobec. Każdy jest drogi Bożemu Sercu, o każ­dego przyszedł się upomnieć, nie ma już Żyda czy Greka – wszyscy jesteśmy Boga!

Ta książka ośmiela nas, abyśmy chcieli przysłowiowo „usiąść Panu Bogu na kolanach”. Wiem już na pewno, że Bóg Ojciec uści­snąłby z radością każde Swoje dziecko, trzeba tylko naszej skruchy, pokory, wiary, ufności i do tego wszystkiego skłania nas „Praw­dziwe Życie w Bogu”. Ta książka ewangelizuje nas od nowa jak to czyni nasz umiłowany Ojciec Święty, który dla mnie jest świeczni­kiem, na którym płoną Dary Ducha Świętego dla ludzkości. To świadek Chrystusa w słowie, czynie i cierpieniu, dźwigający krzyż kryzysu Kościoła – to jest prawda przybliżona mi również przez tę książkę.

Nie ma geniusza, który by zdołał opisać dobroć Boga i to co czyni On dla stworzenia. Dał nam nie tylko Niepokalaną Matkę Maryję, Swojego Syna i Jego Krew na Odkupienie, ale jeszcze zniża się, żeby być wśród nas. Książka „Prawdziwe Życie w Bogu” wprowadza nas w Królestwo Boże już tu, na Ziemi.

Kłaniam się nisko szanownej Redakcji ‘Vox Domini’ za zewan­gelizowanie mnie i uzdrowienie mojej duszy tą książką przybliża­jącą stworzeniu Boga.

Vassulę widziałam na spotkaniu w Warszawie i nawet na chwilę nie wątpiłam w jej posłannictwo jako mistyczki przełomu XX wieku. (K. P.)

*

Co dają mi książki Vassuli Ryden i Marii Valtorty? Trudna od­powiedź, która dotyczy naszego życia wewnętrznego, ale jakoś spróbuję: dla mojego umiłowanego wydawnictwa.

„Miłość” – wszyscy chrześcijanie wiedzą, co to znaczy – „wiemy”, ale gorzej jest z realizacją tej Idei Życia, która ma przecież tyle płaszczyzn – od Ziemi aż do Nieba! Wiemy, że taki jest cel życia człowieka, ale dorasta się duchowo tak samo jak fizycznie. U mnie dokonało się to w 1972 r. Złożyłam wtedy „Ofiarę Miłości” indywidualnie, na górze Bardo po rekolekcjach. Moje ego było dumne z tej decyzji. Krótko. Przyszły bowiem niesamowite cierpie­nia! Krzyż tak ciężki, że zmiażdżył mnie i powalił. Ostatnim tchem krzyczałam: „Abba! Rozłóż mi tę ofiarę na raty!” 30 lat samotności i UB na karku. Miłosierny Ojciec wysłuchał – i tak raty te trwają do dziś. Mam 72 lata. Jednak od 2 lat zaszła radykalna zmiana. Moje jarzmo stało się słodkie, a ciężar lekki! Zawdzięczam to wiedzy, która jest pokarmem duszy (ale i ciała) z przekazów Nieba przez wybrane Istoty – Vassulę Ryden i Marię Valtortę – za co składam gorące dzięki Bogu w codziennej modlitwie i Wam, drodzy wy­dawcy tych Dzieł.

„Poznacie Prawdę i Prawda Was wyzwoli” – i tak stało się. Cier­pienie stało się radością i pokojem serca, które wie, że innej drogi do Zmartwychwstania – nie ma! Ziemia jest Czyśćcem – „transforma­cją” „człowieka” na powrót do Ojca Jego Dzieci – według Jego pierwotnej Woli przed grzechem.

I najważniejsze! Zrozumiałam wreszcie jaką cenę płaci się za to z martwych powstanie; co znaczą Słowa Pana: ”Kto idzie za Mną, a nie niesie krzyża, nie jest Moim uczniem”; albo: „Wszystko zosta­wisz! Zaprzesz się nawet samego siebie!” Oto jest Człowiek. Syn Boży – który wraca do Ojca!

Proszę wybaczyć te nieudolne słowa. Nie da się tego wyrazić, to trzeba mieć wewnątrz. Bóg jest Miłością, Radością, Pokojem, Światłością i Życiem.

Niech wam błogosławi całe Niebo i wszyscy święci za tę pomoc na „czasy ciemności”. (W.)

*

W nr 8 pisma ‘Vox Domini’ przeczytałam o naglącym wezwaniu Pana Jezusa o nadsyłanie świadectw po przeczytaniu „Prawdziwego Życia w Bogu”. Pragnę za waszym pośrednictwem przedstawić takie świadectwo.

W roku 1994 udało mi się przypadkowo kupić te przepiękne orę­dzia „Prawdziwe Życie w Bogu”, tak stopniowo jak wychodziły kolejne tomy. Mam wszystkie, a teraz czekam na tom 12-sty.

Muszę wspomnieć, że przed przeczytaniem tej książki byłam taką letnią chrześcijanką. Wszystko, co zrobiłam dobrego czy złego, przypisywałam przeznaczeniu. Z biegiem upływających lat, kiedy przychodzą refleksje z zapytaniem: dlaczego tyle niepokoju w sercu i sumienie oskarża o przekraczanie przykazań Boskich, ogarnia wielki smutek. Dotychczas, to znaczy przed przeczytaniem tych pięknych tomów, miałam pojęcie o Bogu jako o surowym Ojcu, bardzo niedostępnym, toteż niechętnie klękałam do modlitwy. Na­tomiast w miarę zapoznawania się z treścią Orędzi coraz częściej płynęły z moich oczu łzy i zmienił się obraz Boga – w czułego Ojca.

Wydawało mi się, że z tych kart płyną kojące słowa: „No, już nie płacz, wszystko będzie dobrze” i że Bóg przytulał mnie do serca.

Zaczęłam odwiedzać konfesjonał w przekonaniu, że to Jezus mnie tam słucha. Czytam Pismo Święte. Chciałabym obdarować tymi orędziami wszystkich ludzi. Przekonałam się jednak, że szatan mocno broni swej pozycji. Wielu ludzi i to chrześcijan, nie chciało czytać i zwróciło mi te książki. Ucieszyłam się, kiedy mój znajomy ksiądz przyjął ode mnie te cudowne Orędzia i jest nimi zachwycony.

Pragnę gorąco podziękować Vassuli, że się poświęca i zapisuje dla nas ten Hymn Miłości z Nieba. Wielu już uzdrowiła i przypro­wadziła do wiary. Szczęść Boże! (M. O.)

*

Odpowiadając na apel, pragnę też złożyć świadectwo mojego nawrócenia, a przy tym łask, jakimi obdarzył mnie Pan Jezus, kiedy wczytywałam się w ten Hymn Miłości Bożej, jakim jest „Praw­dziwe Życie w Bogu” – Vassuli Ryden i „Poemat Boga-Człowieka” Marii Valtorty.

Nim poznałam „Prawdziwe Życie w Bogu” nie rozumiałam wcale Pisma Świętego. Była to dla mnie „chińszczyzna” i nieraz wzdychałam cichutko: „Panie, oświeć mnie, pomóż zrozumieć, otwórz mój umysł i serce.” I stało się. Dostałam do ręki książkę: I i II tom „Prawdziwego Życia w Bogu”, czytałam to jak człowiek wy­głodniały, spragniony pokarmu, czułam jak lektura ta pochłania mi umysł, serce, jak Jezus formuje ze mnie innego człowieka. Potem z utęsknieniem serca czekałam, kiedy znów redakcja przyśle mi na­stępny, następny i następny tom. Były i są to najcudowniejsze chwile mego życia, gdy mogę – czytając – słuchać i rozważać, co Pan Jezus i Mateczka Najświętsza chce mi przekazać, pouczyć. Pa­miętam każdą chwilę uniesienia Boskim przesłaniem, wtedy czuję, że Pan Jezus mnie kocha, a Mateczka Najświętsza mnie prowadzi krok po kroku do Ojca. Odczułam Miłość Ojca Niebieskiego, a co dla mnie najistotniejsze przestałam się Go bać. Przedtem bardzo się bałam Boga-Ojca. Wydawało mi się, że to ktoś pełny surowości i gniewu, ktoś kto karze. Potem przekonałam się, że jest to Kochający Ojciec pełen Majestatu, Miłości, Dobroci i Miłosierdzia, który pra­gnie, żeby Jego dzieci Go kochały; pragnie, żeby zwracać się do Niego jako Kochającego Tatusia; żeby uciekając się w chwilach zagrożenia do naszej kochanej Mateczki przy Jej sercu znaleźć ukojenie i pociechę.

Teraz mogę śmiało śpiewać Bogu Ojcu hymny wdzięczności i uwielbienia.

Hosanna Bogu na Wysokościach,

Błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie.

Kiedy zaczęłam czytać „Prawdziwe Życie w Bogu” prosiłam Pana Jezusa, by dał mi jakiś znak, że to co czytam, jest Jego. Oto, w dowód Swojej Miłości obdarzył mnie Jezus cudownymi łaskami.

– Pierwsze, to będąc w stanie łaski, po przyjęciu Komunii św. zaczęłam odczuwać prawdziwe Ciało i Krew Jezusa. Był to dla mnie najprawdziwszy dowód, że to, co czytam i czym zachwyca się moja dusza, jest święte. Teraz, po trzech latach przeczytałam o Julii Kim. Wspaniała postać!

– Druga cudowna łaska to odczuwanie (a nie posiadanie rany) w prawej i lewej ręce – ran Chrystusowych, w czwartki i piątki. Ko­cham Cię Panie za to, bądź wola Twoja i jak dobrze dzieckiem Twoim być.

– Trzecia to sny. We śnie widziałam przepiękny, duży krzyż, ja­śniejący na niebie. Potem Boga Ojca przychodzącego w majestacie Swej chwały na Ziemię. Następnie na Boże Narodzenie miałam na kolanach małego Jezusa, który bardzo płakał pokazując mi co jest przyczyną Jego łez.

Ostatnio: łany zbóż skoszone, gdzie został tylko niewielki skra­wek do ścięcia i słowa: Czas dokończyć żniw.

Czy to jeszcze mało? Nie! Tak mała dusza, proch tej ziemi, do­stąpiła aż tyle. (N.)

*

Serdecznie dziękuję za przysłanie XI tomu książki „Prawdziwe Życie w Bogu” i egzemplarza pisma ‘Vox Domini’. Te książki czy­tałam „jednym tchem”.

W domu rodzinnym, gdzie było nas czworo dzieci i mama (wdowa), nigdy nie wymawiało się słów: miłość i kocham. Nie było też matczynych pocałunków. Na lekcjach religii i w kościele mó­wiono, że Pan Jezus i Matka Boża kochają nas, ale to do mnie nie docierało. Nie mogłam sobie tej miłości wyobrazić. To było takie dalekie. Myślałam, że być może Bóg kocha wszystkich, ale nie – mnie.

Dopiero czytając „Prawdziwe Życie w Bogu” otworzyło się moje serce i dusza. Zrozumiałam, że to Miłość Osoby żyjącej realnie. Bardzo pragnę, aby wszyscy ludzie poznali tę Miłość i zakochali się w Niej.

Obecnie mam 60 lat i żałuję, że wcześniej nie spotkałam się z taką literaturą. Niech kochający Bóg i Ojciec Wam błogosławi w Waszej pracy i hojnie wynagradza łaskami.

Bardzo proszę o przysłanie mi XII tomu tej cudownej książki, za co z góry dziękuję i błogosławię. (W.)

*

Czekam na obiecaną książkę Vassuli. Mam do niej wielki senty­ment, ponieważ jej książki były dla mnie impulsem, który pozwolił mi po wielu latach wrócić na drogę prowadzącą do Boga. To na­wrócenie i bliskość Jezusa trwają przez cały czas, a uczucie to stale się pogłębia. Nie jestem w stanie złożyć świadectwa nawrócenia, gdyż jest to proces stały, od wielu lat pogłębiający moją miłość do Jezusa i Maryi. Jedno wiem, jestem tego pewna, że trzy fakty w moim życiu zaważyły, iż stałam się dzieckiem Bożym i że Jezus Chrystus stał się centralną Postacią w moim życiu.

Piszę w kolejności:

  1. Książki Vassuli;
  2. Modlitwa do o. Pio o jego wstawiennictwo do Jezusa (jeszcze przed beatyfikacją);
  3. Dzięki pewnemu kapłanowi – uzdrowienie w Duchu Świętym. (K. T.)

*

Jestem stałą czytelniczką Waszego pisma dopiero od tego roku. Chcę już nią zostać na zawsze.

Dzięki Wam poznałam też wiele książek, które rozpowszechnia­cie, m.in. orędzia „Prawdziwe Życie w Bogu”, „Poemat Boga – Człowieka”, „Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej”, „Garabandal” i inne. Jestem naprawdę pod ich wrażeniem. Dzięki spotkaniom – poprzez tę lekturę – z Jezusem i Jego Najświętszą Matką, staram się ze wszystkich sił zmienić życie na lepsze, pogłę­bić i ożywić moją wiarę, zbliżyć się do Boga. Często sięgam po nie w chwilach trudności, ciężkich doświadczeń życiowych i zawsze znajduję wsparcie, ożywienie nadziei, łaskę pocieszenia. Bóg zapłać za Wasze wielkie dzieło ewangelizacyjne. (L. I.)

*

Z orędziami „Prawdziwe Życie w Bogu” spotkałam się w 1997 roku i byłam akurat w początkowym okresie mojego nawrócenia i zaczynałam uczestniczyć w spotkaniach grupy Odnowy w Duchu Świętym. Pragnę wyrazić moją ogromną wdzięczność, radość i uwielbienie dla Dobroci, Miłości i Miłosierdzia jakie Dobry Bóg ma dla nas grzeszników, przemawiając do nas i pokrzepiając nasze du­sze swoimi życiodajnymi Słowami.

Bardzo dziękuję Panu Bogu, że w tym bardzo trudnym dla mnie okresie podsunął mi orędzia Matki Bożej z Medziugorja i orędzia Pana Jezusa zawarte w książce pt. „Prawdziwe Życie w Bogu”. Jest to drogocenny pokarm, którym karmiłam moją duszę dzień w dzień, nie przestając dziękować Panu Bogu za te łaski, za ten Hymn Miło­ści Trójcy Przenajświętszej do człowieka. Uświadomiłam sobie, że jest to wielkie wołanie Pana Boga o naszą miłość. Nawet nie potra­fię wyrazić słowami jak bardzo Pan Jezus nasycał moją spragnioną duszę, która przez wiele lat błądziła. Przeczytałam wszystkie 11 tomów i z tęsknotą czekam na 12 tom. Wszystkie tomy są piękne i bardzo ubogacające. Uświęcają duszę. Jednak szczególnych przeżyć duchowych dostarczyła mi lektura 11 tomu. Czytając ten tom byłam przepełniona Miłością Pana Jezusa i zjednoczona z Nim. Stan ten trwał kilka dni.

Nie mogę pojąć Bożej Miłości, jest tak przeogromna. Jak bardzo Bóg jest dobry, że ciągle do nas przemawia, a szczególnie szczodrze w tych trudnych czasach. Przygotowuje nas na Wielki Tryumf Dwóch Serc – Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi i obiecuje łaski jakich nigdy dotąd nie było w historii. Niech będzie za to Bóg uwielbiony.

Chcę też powiedzieć, że odmawiam modlitwy podyktowane Vassuli przez Pana Jezusa, są takie piękne, że tylko sam Bóg mógł je ułożyć. Szkoda tylko, że tak mało ludzi wierzy, że to sam Pan Jezus przemawia.

Rozpowszechniam te orędzia w rodzinie. Mój tatuś przeczytał wszystkie i podszedł do nich bardzo poważnie. Myślę, że zbliżyły go do Pana Boga. Kiedyś chodził do kościoła tylko w okresie świąt, teraz chodzi w każdą niedzielę. Wiele tomów przeczytała też moja mamusia i siostra – co bardzo pomogło im w zbliżeniu się do Pana Boga i uświadomieniu sobie, w jakich żyjemy czasach.

Kochani dziękuję za wszystko, co czynicie dla zgłodniałej du­chowo ludzkości. (L.)

*

Książkę Vassuli Ryden „Prawdziwe Życie w Bogu” przeczyta­łam dzięki koleżance z pracy. Orędzia te sprawiły mi wiele radości i wprowadziły w duchowe przeżycia. Już podczas czytania wyciszy­łam się i zaczęłam mocniej wierzyć w Boga. Na każdym kroku czułam moc i opiekę Bożą. O godzinie 15-stej codziennie odma­wiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego i polecam całą rodzinę i wszystkich ludzi opiece Jezusa Miłosiernego. (T.)

*

Po przeczytaniu sześciu tomów, począwszy od I tomu orędzi Pana Jezusa, zapisanych przez Vassulę Ryden w „Prawdziwym Ży­ciu w Bogu”, moja zażyłość z Bogiem pogłębiła się. Poznałam, jak jestem wielką nędzą i nicością wobec Boga w Trójcy Świętej Jedy­nego. Jednak doznaję Jego wielkiej przebaczającej Miłości Miło­siernej w sakramencie pokuty. Podczas czytania tych orędzi czułam, jak Pan jest blisko mnie; jak mnie kocha; jak daje mi Swoje Serce na Dłoni; jak jest delikatny, dobry i czuły. Pan ożywił moją duszę i przyciągnął mnie do Siebie mocą Swej Łaski. Odtąd telewizor dla mnie może nie istnieć: jest dla mnie stratą czasu. Wiem, że jestem grzeszna i niegodna Jego Miłości, lecz idę z radością na spotkanie z Panem w częstej Eucharystii, bo wiem, że On czeka na mnie, żebym Go przyjęła do serca i proszę mojego Ukochanego Zbawcę o wy­trwanie do końca w Jego Miłości, a Matkę Najświętszą o prowadze­nie mnie po tej krętej drodze mojego życia do Jej Syna. Dziękuję Pani Vassuli Ryden, że zgodziła się być posłanniczką Pana Jezusa. Pragnę, żeby orędzia „Prawdziwe Życie w Bogu”, jak najszybciej obiegły cały świat i żeby przez te orędzia Pan Jezus zapalił Swoją Miłością cały świat i każde serce. (H.)

*

Przeczytałam 11 tomów „Prawdziwego Życia w Bogu” – Vassuli Ryden. Bogu Najwyższemu niech będą dzięki, że nie zostawia nas samych sobie, lecz ciągle szuka Swoich dzieci. Od pierwszej strony pierwszego tomu wiem, że Pan Jezus przemawia za pośrednictwem Vassuli do każdej osoby, która pragnie spotkania z Bogiem. „Po­emat Boga-Człowieka” dopełnia miary szczęścia zanurzenia się w miłości Boga. Zrozumiałam jedno: że w każdej sekundzie mojego życia pragnę być zanurzona w Bogu i z Bogiem. Codziennie modlę się za Vassulę i jej bliskich, jak i we wszystkich intencjach Matki Najświętszej. Wierzę, że Jezus Chrystus sam będzie nas bronił jako Swoich dzieci, które zaufały swemu Panu bez reszty. Czekam na XII tom orędzi „Prawdziwe Życie w Bogu” i błogosławię wszyst­kich, którzy tłumaczą i drukują te książki w języku polskim. Dzię­kuję raz jeszcze za to wielkie duchowe Dzieło Panu Jezusowi za Jego Miłość i Vassuli, że zgodziła się oddać swój czas dla Pana Je­zusa i dla nas. (M.)

*

To wszystko było w zamyśle Pana i wierzę w Jego ogromną mi­łość do nas. Ten piękny Hymn „Prawdziwe Życie w Bogu” to wielki dar, jaki mogliśmy otrzymać w ostatnich czasach. Na pewno moje słowa pisane nie potrafią oddać tego, co naprawdę przeżyłam, jak się zmieniłam i jak bardzo jestem przepełniona miłością do mego Pana, Boga Umiłowanego Jedynego.

W 1995 r. znalazłam się w takiej sytuacji, że musiałam wyjechać za granicę. Wcześniej wyjechał tam ksiądz – brat serdecznej kole­żanki. Pan Bóg wiedział, że jeśli zostanę w tym samym mieście, to nic z tego nie będzie i wysłał mnie do W. Daleko – jak na pustynię – od Polonii i znajomych. Byłam tam samiuteńka. Dawano mi tele­fony, adresy i propozycje, ale nigdy nic z tego nie wychodziło. Miałam tylko przyjaciela księdza, który mieszkał daleko. Pocieszał mnie, czasem przyjeżdżał w odwiedziny i przywoził jakieś pisma. Były to pisma przeważnie katolickie. Właśnie w nich wyczytałam informacje o książce „Prawdziwe Życie w Bogu”. Myśl o tej książce była tak silna, że nie dawała mi spokoju. Przy następnej wizycie zapytałam go o tę książkę. Chcę nadmienić, że został on wybrany na wysokie stanowisko w Rzymie. To wspaniały człowiek. Kiedy przyjechał następnym razem, przywiózł mi „Prawdziwe Życie w Bogu” tom VI. Zaczęłam czytać. To był prawdziwy wstrząs dla mnie, człowieka grzesznego i słabego. Nikt i nigdy w życiu nie przemówił do mnie z taką miłością. Płakałam tak bardzo, że wsta­wałam rano z popuchniętymi oczami. Postanowiłam wtedy napisać do wydawnictwa ‘Vox Domini’ z prośbą o przysłanie mi brakują­cych tomów. Jestem ogromnie wdzięczna wydawnictwu za wszelki trud. Otrzymywałam książki na bieżąco i czytałam. Płakałam, cie­szyłam się, przepraszałam mego Pana, modliłam się i znów płaka­łam. Wydawało mi się, że serce mi pęknie. Pokochałam Vassulę jak moją siostrę. Kiedy zobaczyłam jej zdjęcie w tomie VI, powiedzia­łam sobie: jakaż ona podobna do Jezusa! Modlę się za Vasilikę i pragnę ją zobaczyć.

Kilkanaście lat temu, a więc przed zapoznaniem się z Orędziami, miałam sny (widziałam na przykład walące się wieże kościoła, cią­gle byłam w jakichś labiryntach, z których nie mogłam wyjść, wi­działam koniec świata i wojny), których nie rozumiałam. Dopiero Orędzia Umiłowanego Jezusa dały mi odpowiedź. Ukazały mi moją nicość, zagubienie, grzeszność, a także jak świat jest pogrążony w złu. Zrozumiałam bezgraniczną Miłość Jezusa do nas wszystkich. Zrozumiałam, jak bardzo pragnie On, żebym była Jego dzieckiem. Jak bardzo mnie kochał i kocha. Przemówił do mnie jak najczulszy Ojciec. Przemówiła do mnie również Mateczka Przenajświętsza Swoim matczynym sercem. Dziękuję Panu Bogu za ten ogromny dar i łaskę, że te książki dotarły do mnie. Wszystkie tomy przeczy­tałam już trzy razy. Staram się pożyczać je innym. Gdy mi jest ciężko albo smutno to otwieram książkę i zaraz znajdę słowa pocie­szenia. Mój Jedyny Pan jest teraz moim życiem, szczęściem, rado­ścią i wszystkim. Jest moją największą Miłością. On sam przyszedł do tej biednej nicości, jaką jestem, aby ratować moją duszę.

Jestem już w Polsce. Dzisiaj dziękuję Panu Bogu za to doświad­czenie i za to, że wysłał mnie tak daleko, żeby dotrzeć do mojego serca. Gdyby tak się nie stało, kto wie, czy jeszcze nadal bym nie błądziła. Chwała Panu. Chwała Panu za to, że rozpalił moje serce tak ogromną miłością do Siebie i Maryi, że dużo się modlę, należę do Koła Żywego Różańca, poszczę, pielgrzymuję, czytam prasę i książki katolickie, modlę się za innych.

Dziękuję Panu Bogu za ten piękny Hymn Miłości i Pokoju. Za wszelką Dobroć, Miłość i Miłosierdzie i proszę, by błogosławił wszystkim, którzy Go kochają i przyczyniają się do Jego Chwały.

Jezu Umiłowany, wierzę w Ciebie, uwielbiam Cię, ufam Tobie i kocham Cię nade wszystko. Mateczko Przenajświętsza – kocham Cię całym sercem. Niech będzie Bóg uwielbiony. (D.)

*

Jednym tchem przeczytałam tomy od 1 do 6, które pożyczyła mi koleżanka. Nie umiem w prosty sposób wyrazić tego, co przeży­wam, czytając orędzia Jezusa pisane ręką Vassuli. Czuję, że są one skierowane do mnie, budzą pewne skojarzenia z sytuacjami, których doświadczam, czasem je wyprzedzają. Ja już nie mogę się obejść bez tych wyznań. Czekam z niecierpliwością (choć uczę się pokory i cierpliwości) na to, co dalej usłyszy od Jezusa, bo tak bardzo chcia­łabym wiedzieć (choć pewnie nigdy pewności mieć nie będę), czy chodzę tymi ścieżkami, które On mi wytyczył. Moje życie od pew­nego czasu diametralnie się zmienia: powoli lecz systematycznie; jest bardziej uduchowione, przemyślane, choć dużo bardziej skom­plikowane. Wiele rozmyślam nad tym, co mnie spotyka i zastana­wiam się, czego to mnie ma nauczyć. Wydaje mi się, że Jezus działa w moim sercu – tak czuję – i nie chcę żeby przestał, choć czasem jest mi ciężko. Wiem, że cierpienie jest konieczne dla rozwoju du­cha. Mam 43 lata. Trochę się boję, ale wiem, że mogę się od Jezusa spodziewać pomocy i pocieszenia, bo mnie bardzo kocha. Tej pew­ności było mi potrzeba. Jest mi z tym dobrze, cudownie, mam wreszcie w sobie spokój, którego przez całe życie nie miałam. Nie chcę tego stracić, bo powrót do tamtego, dawnego, pustego życia byłby koszmarem.

Proszę o przekazanie pozdrowień i podziękowania p. Vassuli Ryden ode mnie za to, co robi i zapewnienia jej, że jest to bardzo potrzebne innym ludziom – m. in. mnie – do życia w Bogu! Czyta­nie i przeżywanie Orędzi Jezusa pisanych jej ręką daje mi wielką szczęśliwość i potwierdzenie, że moje przypuszczenia i domysły na temat działania Jezusa w moim życiu są autentyczne. (I. J.)

*

Przeczytałam wszystkie dostępne zeszyty Vassuli. Do niektórych chętnie wracam wielokrotnie. Ta lektura pozwoliła mi jaśniej spoj­rzeć na wiele spraw. Zrozumiałam, w jaki sposób powstało Pismo Święte. Dziś już nie mam wątpliwości, bo wiem, że ręka Pana pro­wadziła świętych Ewangelistów. Ponadto zmobilizowałam się do umocnienia wiary i do rezygnacji ze współżycia w związku niesa­kramentalnym. (E.)

*

Książka „Prawdziwe Życie w Bogu” bardzo mnie zaintereso­wała. Pragnęłam ją czytać, bo czułam ogromną miłość Pana Jezusa i Jego troskę o nasze zbawienie oraz nawrócenie. Czytając ją bardzo pokochałam Pana Jezusa i teraz modlę się więcej niż kiedyś. Co dzień staram się odmawiać różaniec św. oraz uczestniczyć we Mszy św., kiedy tylko pozwala mi na to zdrowie. Obecnie choruję i bardzo proszę miłosiernego Pana Jezusa o siłę, żebym mogła iść na Mszę św. Mam trudności z chodzeniem, bolą mnie nogi. Książkę, którą czytałam sama, dawałam też innym. Czytali ją chętnie i byli bardzo zadowoleni, że mogli ją przeczytać. (I.)

*

Pragnę dać świadectwo mego życia, a następnie z książek, które przeczytałam: Gabrieli Bossis „On i ja” i „Prawdziwe Życie w Bogu” Vassuli Ryden. Posiadam te książki, a ponieważ są one tak piękne i pełne miłości, jaką obdarza nas Pan Jezus i Mateczka Boża Najświętsza, więc zaczęłam je propagować w miejscu mojej pracy. Czytając książkę „On i ja” odczułam tchnienie Boże oraz usłysza­łam głos Pana: „Córko Kościoła, módl się...” Jeżeli chodzi o książkę „Prawdziwe Życie w Bogu, to tylko dziękować należy Najwyż­szemu Bogu, że się zniża do nas, mówi, daje miłość, której żaden zwykły śmiertelnik nie jest w stanie dać. Tej miłości i tęsknoty za Panem i Matką Bożą nie da się niczym zastąpić. Nigdy nie myśla­łam, że tak można kochać Boga. Gdy odczuwam pustkę – znajduję pomoc w modlitwie do Boga, w książce. Bo chociaż nasz Pan mówi: „Czytajcie Pismo Święte...”, to przecież orędzia, które dyk­tuje Vassuli, są tym samym.

A teraz opiszę swoje życie ale pragnę przede wszystkim powie­dzieć, że Matka Najświętsza i Pan Jezus przychodzą na pomoc, gdy człowiek się modli i wzywa ich gorąco. Bóg nas wysłuchuje i nie zostawia samych sobie. Otóż ja, zanim 8 lat temu zmieniłam swoje życie, byłam przez 20 lat uzależniona od alkoholu. Nie modliłam się, nie odmawiałam różańca św. – bo nie umiałam, rzadko chodzi­łam do kościoła, nie spowiadałam się, bo się bałam. Dlaczego? Bo szatan miał moją duszę w swoich szponach. Aż wstąpiłam do grupy AA i tam znalazłam jak mi się wydawało pomoc, ale z pomocą Bożą. Kiedy wyjeżdżaliśmy do Częstochowy na zjazd AA, w 1993 roku, miałam za sobą jeden rok trzeźwości. Dla alkoholików to jest bardzo dużo, a jednocześnie mało, gdy patrzy się na współbraci, którzy mieli po kilka i kilkanaście lat trzeźwości. W 1992 roku zmarł mój syn, który również był uzależniony. Wtedy zawalił się mój świat. Dopiero wtedy zaczęłam się modlić, uczyłam się odma­wiać różaniec św. Budząc się w nocy głośno płakałam i wołałam do Matki Bożej, błagając pomocy dla siebie, dla syna. Po zjeździe w Częstochowie, wróciłam odmieniona duchowo (...). Mój mąż stwierdził, co muszę przyznać z przykrością, że z jednej przepaści wpadłam w drugą: on sam ani inne dzieci nie modlą się. Nie mogę do nich dotrzeć i przykro mi, że obcy ludzie wierzą w Orędzia, które Bóg nam przekazuje, tym bardziej że rodzina widzi tą zmianę u mnie. Nie przeszkadzają mi w modlitwie, ale nie wierzą... (M.)

*

Jakże wielką radość sprawiło mi wydawnictwo ‘Vox Domini’ wydaniem książek Vassuli Ryden oraz Marii Valtorty. Mam za sobą 10 lat Drogi Neokatechumenalnej, a jak wiele jeszcze muszę czytać i poznawać. Ciągle jeszcze mało i mało. Bogu dzięki, że dał mi spo­sobność zetknięcia się ze wspomnianymi książkami.

Dzięki książce „Prawdziwe Życie w Bogu” zrozumiałam, jak wielką miłością kocha nas Bóg, jak bardzo się o nas troszczy i jakim jest czułym Ojcem.

Książka „Poemat Boga-Człowieka” tak bardzo przybliża mi ży­cie i Ewangelię Jezusa. Pozwala mi przeżywać wciąż na nowo Jego życie i nauczanie. Co mi to daje? Życie, radość i jeszcze większą ufność, że On jest zawsze ten sam. Im bardziej zdaję sobie sprawę z mojej nicości, zawodności, tym bardziej ufam, że On mnie kocha taką, jaką jestem.

Dzisiaj dziękuję Panu Bogu, że otrzymałam pierwsze książki od mojej ukochanej siostry. Byłam potem jak głodny człowiek, który ugryzł kawałek chleba, i chce jeszcze i jeszcze. Dzisiaj moja siostra jest bardzo ciężko chora. Widzę, co Pan uczynił także w jej życiu. Lekarze wydali już diagnozę: nowotwór złośliwy z przerzutami. A ja widzę jej postawę. Zachowuje ciągle pogodę ducha i wiarę, że przez tę chorobę Pan oczyszcza ją przed spotkaniem na wieki. Jakże wiele dał jej kolejny 11 tom „Prawdziwego Życia w Bogu”...

Dzięki Wam ogromne za podjęty trud tłumaczenia i wydania powyższych książek. Niech Dobry Pan wciąż niezmiennie posyła Wam Swego Świętego Ducha, dodaje sił w walce z przeciwno­ściami.

Niech miłosierdzie Pana roztoczy nad wami i nad tym, co czyni­cie, ogromne morze radości z przezwyciężania wszelkich trudności. 

Ogromnie dziękuję również za internetowe słowo na niedzielę. Bardzo mi to pomaga w przygotowaniu się do Eucharystii. Niech także Maryja wspomaga was Swym wstawiennictwem u samego Boga Ojca. (A. S.)

*

Od kilku lat utrzymuję żywy kontakt z waszym wydawnictwem, pomimo stałego zamieszkania za granicą. Mam jednak osobę krewną, która zakupuje dla mnie książki. Zaczęło się od książek Vassuli Ryden „Prawdziwe Życie w Bogu”, które dzięki wam skompletowałam aż do ostatniego, 11-tego tomu. Posiadam również kasety video z pobytu Vassuli w Polsce. Tutaj, w Niemczech, uczestniczyłam w trzech spotkaniach z Vassulą i aktualnie zamie­rzam brać udział w spotkaniach tworzącej się grupy modlitewnej.

Obecnie kupuję i czytam książki Marii Valtorty „Poemat Boga-Człowieka” no i przy okazji nowe, ciekawe pozycje, łącznie z wa­szym czasopismem.

Dzięki prowadzeniu przez Matkę Przenajświętszą, której jestem poświęcona, odbyłam już sześć pielgrzymek do Medziugorja. Do tego miejsca zostałam osobiście, we śnie, zaproszona przez Matkę Bożą. To dla mnie szczególne miejsce nawrócenia z życia w cięż­kich grzechach i to tak ciężkich, że Matka Boża powiedziała mi: „Wyciągnęłam cię z jeziora ognistego...”.

Doświadczyłam identycznej Miłości i Miłosierdzia Bożego jak w przypowieści o synu marnotrawnym. Bóg obsypał mnie drogocen­nymi klejnotami i ubrał w najpiękniejsze szaty. Moje osobiste i re­alne doświadczenie Boga i drogi prowadzenia przez Matkę Naj­świętszą, najlepszą Nauczycielkę i Wychowawczynię jest tak wiel­kie, że mogłoby posłużyć do napisania książki. (...)

Każde moje nadprzyrodzone przeżycie w Medziugorju było po­przedzone moim świadectwem o prawdziwości objawień Pana Je­zusa Vassuli Ryden. Było to spontaniczne i niezaplanowane. Wszystkie te przeżycia były nieoczekiwane, były tajemnicą i nie­spodzianką, jak również drogocennym prezentem. Nie muszę do­dawać, że absolutnie nie zasłużyłam na to. Zasłużyłam tylko na karę za występne życie.

Życzę obfitych owoców Waszej służby Panu Bogu i bliźniemu oraz nieustających łask Bożych na każdy dzień. (B. W.)

*

Ave Maryja!

Kończę część 3 Księgi IV „Poematu Boga-Człowieka” – skra­piając ją łzami miłości i wdzięczności Bogu za ten Dar dla zagubio­nego świata. Miłość Boża wynagrodzi was za te dusze odzyskane w czasie, gdy ginie pojęcie Zła i Dobra. Wiem, ile kosztuje walka i ofiary z siebie dla zaczynu tej Reszty dla Nowego Jeruzalem. Skła­dam wielkie dzięki Miłości Boga Ojca za Dary Światła, jakie tak hojnie zsyła, aby ratować życie Jego dzieci dla Królestwa Woli Bo­żej.

Całe moje życie (74 lata) szukałam tej Miłości, która jest Ży­ciem, Światłem, Pokojem, Mocą. I poraniona, samotna, po złożeniu Ofiary Miłości na górze Bardo, w 1972 roku, zostałam już bez sił i motywacji do dalszego życia w tym ciele myśląc, że nareszcie przyjdzie koniec. Wtedy, pamiętam tę jesień, zjawiły się u mnie pisma Vassuli Ryden – zastrzyk życia. Potem: Maria Valtorta – bal­sam z Nieba od Chrystusa Zbawiciela dla tych, którzy wciąż szu­kają. I tak Wola Boża czuwa i prowadzi Swe Dzieło Zbawienia świata. Głód tego pokarmu dla duszy jest tak wielki, że niczym jest manna na pustyni z dawnych czasów. Eucharystia teraz musi być wsparta tym Słowem Zbawczym Chrystusa, które świat zagubił. Święty Jan mówił: „...i wiele słów i czynów, których nie pomieści­łyby księgi tego świata, sprawił Jezus Chrystus...”

Mój nauczyciel (profesor ze Lwowa) oczyszczony cierpieniem w trzech więzieniach: komunistycznym, niemieckim i ubeckim – jako testament zostawił nam taki drogowskaz: Jedyny cel życia czło­wieka na Ziemi to szukać łączności z Bogiem – Ojcem wszego stworzenia. Aby się nie zagubić w chaosie tego Czasu Apokalipsy, wiedzcie: „Ile Miłości w człowieku, tyle w nim Boga”. Tę Prawdę przypieczętował Swą Krwią Chrystus.

Nie wiem, czy wytrzyma moje serce, czekając na dalsze księgi Marii Valtorty – modlę się za Was, kochani! Niech to Dzieło ‘Vox Domini’ i jego pracowników prowadzi do Królestwa Woli Bożej i błogosławi Miłość Chrystusa Pana i Jego Matki Najświętszej Nie­pokalanej! Amen. (R. S.)

*

Orędzia „Prawdziwe Życie w Bogu”, przekazane przez naszą siostrę Vassulę przeczytałem dotąd w dziewięciu tomach i nadal czytam od nowa z wielką radością. Stale znajduję nowe zrozu­mienie Światła oraz nowe życie i modlitwy i kontemplacji. Zbli­żają mnie do Boga i dają moc.

Bardzo pragnę, aby wszystkie osoby poznały to wielkie arcy­dzieło Miłosierdzia Bożego, jakie Pan Bóg daje na ostateczne czasy dla biednej, grzesznej ludzkości, która żyje w świecie ciemności.

Oby to światło Bożego Miłosierdzia, które jest wyrażone w orędziach „Prawdziwe Życie w Bogu”, zakiełkowało w każdym ludzkim sercu. Tym, którzy są nieufni wobec działania Ducha Świętego w Vassuli Ryden i poprzez jej pisma, radzę, aby bezpo­średnio, osobiście zetknęli się z tymi orędziami, czytając uważnie przynajmniej kilka tomów.

Natomiast nienależyte zrozumienie znanej (przeszłej) notyfi­kacji, prowadzi ludzi nieobeznanych w tej sprawie, do unikania czy bezpodstawnego odrzucenia tak życiodajnych pism. (J. O., Anglia)

*

To ciekawe, jak bardzo różnie ludzie odbierają te książki. Jedni oceniają je źle, twierdząc, że są nudne, ckliwe i powtarza­jące się, a poza tym naiwne. Inni zaś, znacznie mniejsza grupa, są zachwyceni, tak jak ja, a czytając je znajdują drogę do Boga. Niektóre fragmenty oblewane są łzami, a u wszystkich tych osób następuje zmiana życia, modlitwy i nastawienia do wszystkich spraw związanych z Jezusem.

Widać wyraźnie, że Duch Święty wkroczył w ich serca i umy­sły. Jak książki Vassuli wpłynęły na mój rozwój duchowy napi­szę trochę później i przyślę w następnym liście.

Muszę przyznać, że od momentu, kiedy otrzymałam pierwszą książkę Vassuli, do obecnego czasu, zmieniłam się tak bardzo, że nawet starzy znajomi nie poznają mnie. Znaczna część osób, które poprzednio tworzyły moje środowisko, odeszła, a raczej ja od nich odeszłam. Obecnie mam nieduże grono przyjaciół, z któ­rymi spotykam się, aby – poza naszymi sprawami – rozmawiać o Bogu i o mocy Ducha Świętego, który w bardzo widoczny spo­sób działa w naszych sercach i umysłach.

Tworzymy zwartą grupę ludzi i wszyscy staramy się pracować w miarę naszych możliwości dla Pana, poprzez niesienie pomocy braciom. Wasze pisemko, „Głos Pana”, jest czytane bardzo do­kładnie, z uwagą, przechodząc z rąk do rąk. Serdecznie za nie dziękujemy i muszę przyznać, że wszystkie, a szczególnie to ostatnie jest bardzo dobre i porusza serca. Widać, że Bóg jest z Wami, bo wydajecie dobre owoce. (K. T., USA)

*

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od dłuższego czasu, razem z mamą i innymi członkami ro­dziny, mam bliski kontakt z Orędziami „Prawdziwe Życie w Bogu”. Są one dla mnie prawdziwym drogowskazem życiowym na dzisiejsze czasy nieprawości, ale przede wszystkim - wspa­niałym dowodem na Bożą Miłość i jej wyrazistym przypomnie­niem. (P.)

*

Chciałam Wam podziękować za Waszą działalność, za to, że istniejecie. Dzięki książkom Vassuli, Valtorty czy ks. Gobbiego zaufałam i stał się cud. Nie wiem, od czego mam zacząć. Może od tego, że bardzo kocham moją rodzinę: mojego męża i dzieci. I codziennie modlę się o nawrócenie męża i córki. Nie potrafię ich przekonać. Dzięki Vassuli zrozumiałam, jak Bóg nas ukochał, że dał nam życie. Dzięki Valtorcie mogłam kroczyć drogami Pana Jezusa, uczyć się miłości, a dzięki ks. Gobbiemu wiem, że muszę coś zrobić, żeby przekonać męża i córkę, ukazać im miłość. Wal­czyć o niebo dla nich i dla innych ludzi. Bóg wylał na mnie Swoją miłość.

19 grudnia 2000 roku szłam do pracy i rozmawiałam w duchu z Maryją. Ponieważ cierpię z powodu zła zalewającego nasze życie, prosiłam o cud dla ludzi. Żeby uwierzyli wszyscy, także moi najbliżsi. Spojrzałam na niebo. Ostatnio słońce było tak in­tensywne. Pomyślałam sobie, że wygląda inaczej, pomyślałam o Maryi obleczonej w słońce, która ma przyjść i zwalczyć szatana. I nagle stanęłam jak wryta. Słońce zaczęło „tańczyć”. Spadało i wznosiło się w górę, przesuwało w bok, jak piłka na gumce. Nie wiedziałam, czy mam patrzeć czy nie. Najpierw myślałam, że to niemożliwe. Zamknęłam oczy. Przetarłam je, potem znowu je otwarłam. Widziałam wciąż to samo: słońce zmieniające swój tor, opadające i ślad, jaki zostawiało. Nie wierzyłam własnym oczom, odeszłam za budynek, a potem wróciłam i spojrzałam: dalej to samo. Słońce nie było żółte tylko niebieskie jak niebo. Nikomu o tym nie mówiłam, poczułam ogromny pokój w duszy.

...Ufam i już o nic nie pytam. Jestem szczęśliwa. Modlę się za was. Na pewno Bóg wam błogosławi. (T.)

*

Pomimo tego, że wzrastałam jako chrześcijanka, moja eduka­cja religijna była bardzo uboga. W domu tylko matka była kato­liczką i dzięki niej otrzymałam podstawy katolickiej wiary.

Jako nastolatka, odłożyłam na bok wszystkie religijne reguły. Wciągnął mnie świat. Robiłam wszystko, czego zabraniało prawo Boże. W 1985 dowiedziałam się o objawieniach Matki Bożej w Penablaca (Chile) i doświadczyłam bardzo głębokiego nawróce­nia. Od tamtej chwili zaczęłam zupełnie inne życie, ten stan utrzymywał się do połowy lat 90-tych, ale powoli znów wciągał mnie świat, czyniłam to, co zakazane. Modliłam się do Matki Bożej, błagałam Ją i Najświętsze Serce ukochanego Jezusa o po­moc w wyjściu z tej sytuacji, ale wciąż na nowo upadałam. Wreszcie dowiedziałam się o książkach Vassuli. Byłam ogromnie zainteresowana ich przeczytaniem.

One zupełnie mnie przemieniły. Nie tylko pomogły mi porzu­cić moje grzeszne życie, ale zmieniły radykalnie całe moje życie, w ogóle, a zwłaszcza moje życie modlitewne. Pierwsze orędzia dotknęły mnie tak mocno, że kontynuowałam czytanie tylko pod­czas adoracji Najświętszego Sakramentu. Wydawało mi się nie­właściwe czytać je gdziekolwiek indziej: przecież to Bóg mówił! Każdego wieczora, po pracy, szłam do kościoła, siadałam na­przeciw Najświętszego Sakramentu i czytając słuchałam Boga mówiącego do mnie...

Odkryłam, że ktoś, kto prawdziwie wierzy, że to mówi sam Jezus, nie może pozostać obojętny na tak wielkie miłosne we­zwania. Zaczęłam najpierw poznawać Jezusa. Moje serce było dosłownie rozpalone Jego Miłością. Czułam, że uczęszczam do Świętej i Kochającej Szkoły, gdzie moi dobrzy i ukochani Na­uczyciele: Jezus, nasz Ojciec, kochający Duch Święty i nasza Najukochańsza Mama, uczyli mnie, jakbym była małym niczym, nieszczęśliwą pomiędzy nieszczęśliwymi, ale tak kochaną, tak bardzo kochaną przez Nich... kto mógłby się oprzeć tej miłości? Ja nie potrafiłam... i czułam, że cokolwiek bym zrobiła, nawet jeśli spędziłabym resztę mojego życia na kolanach, dziękując Im, nigdy nie byłoby dosyć.

Następnie zaczęłam poznawać Ojca, który do tej pory był nie­jasną i odległą Postacią, którego nie ośmieliłabym się nigdy wzywać... Zaczął stawać mi się coraz bliższy i teraz nie jest już właściwie moim Ojcem, jest moim Tatą, moim Tatusiem, ku któ­remu moja dusza, w swojej nędzy, spogląda i wznosi się w ado­racji. Oni są moją prawdziwą Rodziną, najbardziej uwielbioną i ukochaną Rodziną.

Mój Pan dał mi zapał do pracy dla Niego. Przystąpiłam do stowarzyszenia Prawdziwego Życia w Bogu, tu, w Santiago. Sta­ramy się ewangelizować, wysyłając pocztą Jego orędzia i z Jego pomocą zaczynamy odwiedzać więzienia, aby zanieść Jego Słowo potrzebującym. Będziemy też organizować pokazy video z nagraniami różnych konferencji z Vassulą.

Obecnie próbuję żyć tylko dla Boga. On ukazuje mi, co jest we mnie złego i co wymaga zmian, On daje mi siły, abym tego umiała dokonać. Przyjmowanie Go teraz w Świętej Hostii, to najwyższy, święty i uroczysty akt Miłości z Jego strony. On daje mi Siebie aby dać mi życie, a ja – w mojej nicości i straszliwej nędzy – staram się dać Mu siebie, aby czynił ze mną to, co chce. Staram się naprawdę porzucić dla Niego siebie, modląc się mocno o to do Niego, i wiem, że wysłucha mnie zgodnie ze Swoją wolą.

Oglądając się wstecz, wydaje mi się, że moja najdroższa słodka Mama, przygotowywała mnie poprzez swoje Objawienia w Penablanca i przemieniła na tyle, abym potrafiła rozpoznać zło, które czyniłam, i abym była zdolna przynajmniej modlić się, na­prawdę mocno o moje ocalenie, kiedy znowu szatan złapie mnie w swoją pułapkę szatana. I – jak mój najdroższy Jezus mówi – On usłyszał mój płacz i przyszedł mi na ratunek.

Jest jeszcze wiele rzeczy w moim życiu, które muszę zmienić oraz takich, które uczyniłam w przeszłości, za które jeszcze nie odpokutowałam.

Wiem z całkowitą pewnością, że moja uwielbiona Rodzina pomoże mi. Wszystko, czego dziś pragnę od życia i Oni o tym wiedzą, to kochać ich codziennie mocniej, porzucić siebie dla Nich w bardziej całkowity sposób i służyć Im. Ja już żyję ich nagrodą, z powodu miłości i szczęścia, jakie Oni dają mi w każ­dym momencie życia. Nie umiem tego wprost opisać. Myślę, że wszyscy mamy problemy, trudności, cierpienia, przeżywamy troski, ale kiedy doświadczamy ich w pokoju, wtedy wydaje się, że nie ranią tak mocno. Jeśli wierzymy, jest nam łatwiej, gdyż sytuacje trudne dają możliwość ofiarowania Im naszych cierpień, smutków, radości i nieszczęść. Wtedy, wszystko staje się rado­ścią.

Jest jeszcze coś, co oprócz moich strasznych grzechów i błę­dów w przeszłości powoduje mój smutek, a mianowicie to, że urodziłam się powtórnie dopiero rok temu, kiedy moja uwiel­biona Rodzina sprawiła, że dotarła do mnie pierwsza książka Vassuli. Nie potrafię już wyobrazić sobie życia w inny sposób. Naprawdę staram się już nie troszczyć o sprawy tego świata. Od­czuwam większą miłość do bliźnich i bardzo mi żal tych, którzy nie otrzymali tylu niezasłużonych i ogromnych łask, co ja, aby zmienić swoje życie. Wiele modlę się za nich.

Proszę wybaczcie mi długość tego świadectwa. Mogłabym świadczyć o Bogu całymi latami i nigdy bym się nie zmęczyła. (O., Chile)

*

Właśnie ukończyłem czytać „Prawdziwe Życie w Bogu”, które niedawno od was otrzymałem. Po przeczytaniu tej lektury chciał­bym złożyć świadectwo.

Od najmłodszych lat babcia prowadziła mnie szlakami Bo­żymi, aż do momentu, kiedy nasz Ojciec Niebieski powołał ją do Siebie. Od tamtego czasu sam kroczę poprzez życie dźwigając swój krzyż i szukając Boga. Pomimo, że mam 28 lat, nie mogę się odnaleźć w obecnym świecie, gdzie się wychwala zło, a wy­śmiewa się dobro. Nieraz słyszę opinię, że jestem nawiedzony, chory albo że powinienem urodzić się w innej epoce. Zawsze czułem głód słów Bożych i pragnąłem aby On ukazał mi drogę, którą mam podążać. Bardzo rani mnie widok ludzi przyjmują­cych Komunię Świętą na stojąco, często bywa, że tylko ja uklęknę w pokorze przed Majestatem Bożym, Bogiem Żywym i Prawdziwym. Szkoda, że ludzie nie doceniają i zdają sobie sprawy z tego, Kogo naprawdę przyjmują i jakie to jest dla nich wyróżnienie. Często słyszę opinie, że niektórzy nie chodzą do kościoła, bo nie lubią księdza albo nie będą słuchać jego miesza­nia się do polityki. A przecież chodzimy do Boga, a nie do księ­dza, za którego należy się modlić, jeżeli jest w błędzie, bo takie dusze szatan atakuje najbardziej. Czytam bardzo dużo książek i poznaję ich prawdziwość po owocach. Żadna tak bardzo nie utkwiła w moim sercu jak „Prawdziwe Życie w Bogu” Vassuli Ryden. Moja dusza została prześwietlona i ujrzałem swoją nędzę tak bardzo okrutną, chociaż wcześniej myślałem, że nie jest ze mną tak źle. Poczułem jak bardzo Tatusiowi Niebieskiemu jeste­śmy drodzy, jak bardzo pragnie, abyśmy na co dzień z nim roz­mawiali i przygotowali się na Jego przyjście. Zdałem sobie sprawę, że On jest moim ukochanym Ojcem, którego szukałem przez całe życie, bo ziemski ojciec mówi, że nie jestem jego sy­nem. Teraz częściej rozumiem swoje krzyże, wcześniej chciałem kilka razy z sobą skończyć, bo nie mogłem podołać problemom i ciągle krzyczałem: „Boże, dlaczego?” Teraz żyję Bogiem: w dro­dze, w autobusie, w kościele. Ciągle chcę być z Trójcą Przenaj­świętszą, z Bogiem i ciągle się modlę. Często przełamuję się przebaczając innym, aby nie oddalać się od Boga i aby tego miej­sca mojej duszy nie zajął szatan. Często robię rachunek sumienia, przynajmniej raz w miesiącu się spowiadam i w miarę możliwo­ści jak najczęściej przyjmuję Boga w Komunii Świętej. Jestem w ciągłym kontakcie z całym Niebem i z Maryją, naszą Królową i Matką. I tu moja gorąca prośba. Dokonałem eksperymentu, który mnie nie zawiódł i pragnąłbym aby każdy, któremu jest ciężko, tego spróbował. Postanowiłem po pracy chodzić na Mszę Świętą, przyjmować Komunię Świętą, jak najczęściej, gdyż ona daje siłę do walki z pokusami. Na Mszy Świętej staram się jak najbardziej skupić i myśleć o Bogu, o tym wielkim cudzie Przeistoczenia, o bezkrwawej ofierze Jezusa czynionej dla nas na każdej Mszy Świętej. Kiedy przychodzę do domu nie włączam telewizora, bo programy przeważnie naszpikowane są przemocą i rozwiązłością lub kłamstwem i intrygami, a to bardzo działa na nasze zmysły i ponownie upadamy. Lepiej zrobić coś użytecznego w domu, przeczytać dobrą lekturę i jak najwięcej się modlić. Zawsze za­wierzam Trójcy Przenajświętszej, Sercu Jezusowemu i Niepoka­lanemu Sercu Maryi cały swój dzień, moją wolę, duszę i serca oraz innych, a czynię to zawsze kiedy wstaję i gdy kładę się spać. Staram się każdego usprawiedliwiać i widzieć w nim obraz Boga. To naprawdę mi pomaga i pozwala wytrwać. A najważniejsze, że chcę być gotowy i jak najbardziej oczyszczony, kiedy przyjdzie Jezus i staniemy przed Nim, a Sprawiedliwość Boża nas osądzi i ujrzymy naszą prawdziwą miłość: Boga. Wcześniej wszystkiego tego nie czyniłem, oglądałem dużo programów telewizyjnych i nie żyłem Bogiem tak jak teraz. Często upadałem, a upadki były bolesne. A teraz, nawet jeżeli upadnę, to bardzo szybko biegnę, aby się wyspowiadać i na nowo podjąć walkę ze złem, aby nie miało czasu na niszczenie mieszkania Bożego, które jest w każ­dym z nas. Dziękuję za tę piękną literaturę, za „Prawdziwe Życie w Bogu”, Vassuli, kochanej naszej siostrze, wam, drodzy wy­dawcy i współpracownicy, tym którzy je rozsyłają i do niej za­chęcają, a przede wszystkim dziękuję Bogu, że uczynił to dla nas, wygłodniałych i spragnionych Słowa Życia w tych ciężkich cza­sach odstępstwa i już ostatnich chwilach panowania zła.

Niech Bóg was błogosławi i Maryja zawsze Dziewica. (R.)

*

Wychowana w katolickiej rodzinie w Holandii, chodziłam do kościoła jak to było w zwyczaju, kiedy byłam nastolatką. Wraca­jąc myślą do tamtych lat, starając sobie je przypomnieć, myślę, że nie miałam wtedy bliskiej relacji z Bogiem. Poruszały mnie nie­które historie z Biblii, nie odczuwałam jednak głębokiej miłości do Jezusa. Nie znałam go.

Miałam około 16 czy 17-stu lat, kiedy w ogóle przestałam chodzić do kościoła. To było lenistwo, a może trochę – bunt.

Mój mąż i ja wzięliśmy ślub w małej kaplicy w obecności przyjaciół, rodziny i sióstr zakonnych. Wkrótce po ślubie wyemi­growaliśmy i tylko w czasie świąt Bożego Narodzenia, kiedy odwiedzaliśmy Holandię, kilka razy w czasie tych lat, byłam w kościele. Pamiętam zapachy kadzideł i świec, które zawsze do­dawały otuchy, ale nigdy nie czułam obecności Jezusa. I nie my­ślałam o Jezusie.

Czasami, w ciągu następnych trzydziestu lat, przypominałam sobie o religii przy okazji pogrzebów. Zapoznałam się również z reinkarnacją i uwierzyłam w to, bo to miało sens. Pisma E. C., amerykańskiego ‘mistyka’, przypominają naukę Jezusa, więc byłam zainteresowana przestudiowaniem reszty jego pism, ale nigdy tego nie zrobiłam.

Kilka lat temu moja siostra Megchelien dała mi broszurkę „Mój Anioł Daniel”. Przeczytałam wstęp i wydał mi się bardzo interesujący, ale kiedy zaczęłam czytać orędzia, przestało mnie to ciekawić. Zajrzałam jedynie na stronę internetową „Prawdziwego Życia w Bogu”.

Potem droga mi pacjentka umarła i odczułam jej stratę bardzo boleśnie. Byłam na jej pogrzebie i tam byłam bardzo poruszona słowami, które słyszałam. Jezus puka do naszych drzwi, i, myślę że to właśnie wtedy w końcu Go usłyszałam. Zaczęłam szukać pociechy i chciałam „wiedzieć więcej”. Znowu sięgnęłam do książki „Mój Anioł Daniel”. Czytałam i czytałam. I płakałam. Zaczęłam również czytać wiadomości na stronie internetowej. Było to tak, jakby napisano je właśnie dla mnie. Ach, to, co mówi Jezus, jest tak prawdziwe. Rozpoznałam Go i zaczęłam kochać. Wiem bardzo dobrze, że kocham Go niewystarczająco, ale On daje mi wszystko to, o co do tej pory prosiłam. Moja miłość do Niego również wzrasta.

Znowu uczestniczę we Mszy Świętej, często jestem głęboko poruszona. Modlę się i jestem najszczęśliwsza, gdy często o Nim myślę. Nie skończyłam jeszcze czytać wszystkich orędzi. Teraz czytam „Poemat Boga-Człowieka” Marii Valtorty. Poznaję bar­dziej Jezusa poprzez te książki.

Zmieniłam się i wiem, że nie dokonałam tego ja sama. Bardzo często, kiedy zaczynałam robić w życiu coś nowego, podejmo­wałam jakieś hobby czy coś innego, przywiązywałam się do tego przez chwilę, a później to porzucałam. Ale z tymi orędziami, z myślami o Jezusie jest inaczej: wydaje się, że nie potrafię zaspo­koić mojego głodu. Jezus mi pomaga.

Mam wrażenie, że rzeczy tego świata rzeczywiście stają się coraz mniej ważne. Nawet te, które tak bardzo kochałam. To co teraz czyni mnie najszczęśliwszą to to, że potrafię odmawiać ró­żaniec i nie jestem tak bardzo rozproszona jak dawniej. Wierzę, że moje nawrócenie spowodowały orędzia „Prawdziwego Życia w Bogu”.

Bogu niech będą dzięki!

 *

Przyjaciółka pożyczyła mi orędzia „Prawdziwego Życia w Bogu”, Vassuli Ryden. Obecnie czytam czwarty tom i nie wy­obrażacie sobie, jaki wpływ mają na mnie te przesłania.

Na początku potrafiłam przeczytać nie więcej niż dwie strony na raz. Orędzia poruszyły mnie do głębi. Wylewałam mnóstwo łez i czułam, że cała się oczyszczam w czasie szlochu, jaki towa­rzy­szył łzom. Czułam, że te orędzia zostały napisane dla mnie. Przez chwilę myślałam, że może jestem szalona, ale wkrótce zdałam sobie sprawę, że tak nie było. Zdałam sobie sprawę z tego, że nasz Bóg jest Panem wszystkiego. Uświadomiłam sobie, że moje życie jest w Jego rękach, w każdym momencie, że należę do Niego, ponieważ jestem Jego stworzeniem. Nauczyłam się też być Mu wdzięczną za możliwość posiadania dużej rodziny, choć z tego powodu musiałam stawić czoła wielu trudnościom.

Dzięki tym orędziom zdałam sobie sprawę z tego, że jestem winna Bogu moje codzienne życie. Uświadomiłam sobie, jak pe­łen miłosierdzia jest nasz Bóg. On cierpliwie czeka na nas przez długi czas, abyśmy się zmienili i wrócili do Niego. Doszłam do wiedzy, że prawdziwa miłość wzywa nas do bycia blisko Niego i do życia w Nim. Zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele czasu marnujemy na błahostki i że musimy zostawić to wszystko i od­dać się życiu w MIŁOŚCI. Owoce naszej pracy stworzyły świat bez Światła i bez Miłości. Stworzyliśmy świat, na którym toczą się wojny, panuje głód, śmierć grozi i dotyka młodych, starych i nie­narodzonych. Zanieczyściliśmy ziemię. Kraje bardziej rozwi­nięte wykorzystują słabsze i wiele pieniędzy trwoni się na zbro­jenia. Nasza technologia jest raczej wykorzystywana dla zysku, a nie dla korzyści innych. Nie troszczymy się o Ziemię, którą nasz Oj­ciec nam podarował. Wszyscy widzimy, że to prawda. Moja dusza chce ukryć się w panicznym strachu widząc, jak niszczymy się wewnętrznie. Naszym sloganem jest: „Dobre jest to, co jest moż­liwe”. Schodzimy więc z Bożych dróg, dróg Ojca, który błaga o naszą miłość. Jak żebrak, On puka do naszych drzwi w każdym momencie, dzień i noc, szukając naszej miłości. On ko­cha nas jak Ojciec, bo jesteśmy Jego małymi dziećmi, ale więk­szość z nas odwraca się plecami do Niego, który daje nam całą swoją miłość każdego dnia.

Mam nadzieję, że moja wiara w Boga Miłości jest teraz mocna. Wiem, że powrócimy do Niego tylko poprzez miłość, ponieważ to MIŁOŚĆ nas dziś wzywa. (S.)

*

Moje nawrócenia rozpoczęło w marcu 1993 roku, chociaż wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. 13 marca 1993 mój mąż, ja i dwoje naszych dzieci (5 i 7 lat) spędzaliśmy weekend z moimi rodzicami w ich domu na plaży w Północnej Florydzie. Wieczorem była bardzo silna burza, ale to było niczym w porów­naniu z tym, co miało nadejść. O godzinie 2 w nocy nagły przy­pływ uderzył w dom, w którym przebywaliśmy, zwalając nas z łóżek i wrzucając do wody. Tę nawałnicę później nazwano bezi­miennym sztormem, ponieważ zdarzyła się w marcu, co było wy­darzeniem wyjątkowym. Marzec nie jest sezonem huraganów. To był czas straszny z powodu szalejącej burzy i przerażenia mojego 5-letniego synka, który omal nie utonął. Krzyczał do mnie: „Umieram!”

Udało nam się dotrzeć do jedynej ściany, która jeszcze stała, i uchwycić się jej. Trwaliśmy tak przez 4 godziny, zrzucani wielo­krotnie do wody przez napływające fale i wiatr. O 6 rano, kiedy wschodziło słońce, fala się odwróciła. Ocalili nas ludzie, którzy przebywali w głębi lądu. W ciągu dnia znaleźli dla nas ubrania i udaliśmy się do motelu, aby odpocząć. Gdy tylko wszyscy człon­kowie mojej rodziny umyli się i zasnęli, ja również wzięłam prysznic. To była pierwsza chwila spokoju. Wtedy uświadomiłam sobie, co przeszliśmy.

Zaczęłam płakać. Wtedy miałam wizję. Czuję się dziwnie mówiąc o tym, bo wiem, że ludzie tego nie rozumieją. Wyja­śniam im to w ten sposób: jeśli zapytam was, co robiliście ze­szłego lata, pomyślicie o tym i obraz tego ukaże się w waszej głowie. Tak też ukazała mi się moja wizja.

Oto ona: Byłam wzniesiona do chmur ponad dom, w którym byliśmy w czasie sztormu. Dach był zerwany i mogłam zobaczyć nas wewnątrz domu. Wtedy spojrzałam na lewo i zobaczyłam „Świętą Osobę”, z osłoniętą płaszczem głową. Pomyślałam, że to Maryja, choć nigdy nie widziałam Jej twarzy. Osoba ta była po­chylona i wyciągała ręce. Patrzyła na nasz dom. Potem się wy­prostowała i wszystko się skończyło. To tak jakby mi chciała powiedzieć, że mnie dostrzegła.

Wielki cud, prawda? Powinnam być po nim bardzo silna w wierze? Ze mną jednak było odwrotnie. Kiedy zaczęłam opowia­dać ludziom tę historię, otrzymywałam różnego rodzaju porady na temat tego, co to mogło oznaczać. Miałam przyjaciół-prote­stantów, mówiących mi, że to nie była Maryja, lecz raczej ktoś, ostrzegający mnie przed moją katolicką wiarą. Na prawie 18 mie­sięcy pogrążyłam się w głębokim smutku, niemal w depresji z powodu mojego wyznania. Zawsze wierzyłam w Boga, ale teraz zwątpiłam w Maryję i w wiele rzeczy z tego, czego nauczał mój Kościół. Traciłam duszę, szukając, modląc się, umierając we­wnętrznie, ale odpowiedź nadchodziła...

W maju 1994 roku moja córka przystąpiła do I Komunii Świętej. Nie byłam pewna, czy mam się na to zgodzić. W tym samym czasie moja mama zostawiła mi dwa tomy orędzi „Praw­dziwe Życie w Bogu”, nie mówiąc o tym.

Później zadzwoniłam i zapytałam: „Gdzie są te książki, które zamierzałaś zostawić mi do czytania?” Mama odpowiedziała: „Zostawiłam je na twojej komodzie miesiąc temu.” Myślę, że nie byłam jeszcze gotowa do przeczytania ich wtedy, ale teraz Jezus był gotowy, aby zacząć zdobywać moje serce.

Od pierwszej strony tej książki, zaczęło się moje uzdrowienie. Pokój zaczął wstępować w moją duszę. Jeszcze walczyłam i wąt­piłam, ale Jezus zaczął wlewać we mnie Swoje słowa. Gdy do­szłam do tomu III, byłam zupełnie pewna, że słowa te pochodzą od Boga. Zaczęło się moje nawrócenie do Prawdziwego Boga.

Uczyłam się, że należy mówić do Trójcy Świętej jak do kogoś bliskiego, z głęboką miłością. Uczyłam się kochać, szanować i czcić naszą Matkę Maryję. Wzrastałam w katolickiej rodzinie, ale dopiero teraz uczyłam się wszystkich zasad bycia dobrą kato­liczką. Rozumiałam grzech i bojaźń Bożą, rzeczywiście uwie­rzyłam w Chrystusa obecnego w Eucharystii.

Wiem, że Bóg zupełnie oczyścił mnie przez te półtora roku, jaki upłynął od czasu tamtego sztormu, więc mógł wypełnić mnie prawdziwą doktryną, jaką chciał, abym była napełniona. Od tamtego czasu miałam wiele cudownych doświadczeń z Jezusem, tak że moja zażyłość z Nim wzrosła. Widzę wkoło wielu ludzi, którzy są tacy jak ja kiedyś i modlę się, aby byli zdolni do wyj­ścia z ciemności do Światła. Bóg jest wielki, nieskory do gniewu, życzliwy i miłosierny.

Dziękuję mu za uratowanie mnie z ciemności, w której znaj­dowałam się, nie zdając sobie z tego sprawy. Niech Jego Imię będzie błogosławione na wieki!

*

Orędzia „Prawdziwego Życia w Bogu” przeobraziły moje ży­cie i dzięki nim odrodziła się we mnie dusza. Byłam bardzo od­dalona od Kościoła katolickiego przez ponad 35 lat. W 1997 roku zostałam w wyjątkowy sposób doprowadzona do lektury pism „Prawdziwego Życia w Bogu”. Od tego czasu całkowicie odno­wiła się moja wiara, doszłam do poznania i pokochania Boga w bardzo osobisty sposób. Poprzez te książki On mówił do mnie, pokazał mi Swoje Serce i miłość, jaką nad obdarza.

Z powodu mojej żarliwej, na nowo odkrytej wiary, wiele osób z mojego otoczenia (przyjaciele, moja pasierbica, jej troje dzieci i 29-letnia kobieta, którą zabrałam na prelekcję Vassuli) przyjęło chrzest w Kościele rzymsko-katolickim. Również jeden z przyja­ciół, nie będący katolikiem, zaczął uczęszczać do kościoła, a w końcu wraz z córką przyjął chrzest. To Duch Święty dokonał tych cudów w moim życiu, w życiu mojej rodziny i przyjaciół.

Orędzia „Prawdziwego Życia w Bogu” doprowadziły mnie do głębszego zrozumienia mojej katolickiej wiary i otwarły moją duszę na zrozumienie Trójcy Świętej. Jedno przesłanie wywarło na mnie szczególne wrażenie. Wiedziałam, że aborcja jest strasz­nym złem. Jednak dopiero orędzie św. Michała Archanioła (z 14 października 1994 r.) zwróciło moją uwagę na jej znaczenie. Po­czułam wtedy, że muszę w jakiś sposób postarać się zatrzymać to składanie ofiar z ludzi szatanowi. I tak w ciągu tygodnia Jezus doprowadził mnie do Centrum kryzysowego dla ciężarnych ko­biet, istniejącego w moim mieście. Mam odpowiednie kwalifika­cje, aby udzielać porad młodym kobietom, które przychodzą do centrum, chcąc wykonać bezpłatne testy ciążowe. Wiele z tych kobiet nie myśli o przerywaniu ciąży, ale zwykle są daleko od Boga. To stwarza dla mnie cudowną sposobność, aby podzielić się z nimi Bożym przesłaniem w osobistej rozmowie. Niektóre z nich należały dawniej do Kościoła katolickiego. Próbuję więc przyprowadzić je na nowo do Kościoła i do sakramentów. Roz­daję nawet „Prawdziwe Życie w Bogu” i książki „Mój Anioł Da­niel”, mając nadzieję, że te młode kobiety odkryją, kto je na­prawdę kocha.

Pewnego ranka zanim wyszłam do Centrum, modliłam się jak zwykle do Ducha Świętego. Uświadomiłam sobie, że nie miałam jeszcze do czynienia z osobą chcącą dokonać aborcji. Odczułam, że ten czas jest bardzo bliski. Poprosiłam więc Ducha Świętego, aby mówił przeze mnie, kiedy ten czas nadejdzie.

Właśnie w tym dniu pierwszą telefonującą osobą była młoda zrozpaczona kobieta, która – podejrzewając, że jest w ciąży – pragnęła zabić poczęte dziecko. Miała wiele powodów, aby wy­brać takie rozwiązanie: była niezamężna, miała już 4-letnie dziecko, ojciec poczętego dziecka cierpiał na zanik mięśni, ona zamierzała rozpocząć szkołę, a sama była w przeszłości dziec­kiem adoptowanym i nieszczęśliwym. Zdołałam namówić ją, aby przyszła do Centrum. Rozmawiałam z nią przez 2 godziny. Kiedy wychodziła, powiedziała, że decyduje się urodzić to dziecko, ale odda je do adopcji. Byłam z nią w kontakcie, ale czułam w sercu, że zmieniła zdanie, bo wszyscy jej znajomi namawiali ją, aby dokonała aborcji i nazywali ją niemądrą, dlatego że zamierzała urodzić dziecko.

Tydzień później grupa młodych studentów, która prowadzi kampanię przeciwko aborcji w USA i przemierza kraj modląc się przed klinikami aborcyjnymi, odwiedziła mój kościół. Jedna z młodych kobiet modliła się ze mną za moją „podopieczną” i ofia­rowała za nią swój udział we Mszy św. Następnego dnia ta nie­szczęśliwa mama, za którą zanosiłyśmy modły, zadzwoniła do mnie z płaczem. Powiedziała, że planowała dokonanie aborcji, ale nie potrafi się na to zdobyć.

I tak jej druga córka, Grace Jo Anna, urodziła się 30 stycznia 2001 roku. Grace, jej mama i siostra, są teraz częścią mojej po­szerzonej rodziny. Mam zostać matką chrzestną dziewczynek. Ich mama wróciła do Kościoła katolickiego i życia sakramentalnego po 9-letnim okresie oddalenia od Boga.

Łaska Boża, która zadziałała w tych wydarzeniach, miała związek z orędziami „Prawdziwego Życia w Bogu”. (J. A., USA)

*

Pisma Vassuli były dla mnie darem Niebios. Zanim je odkry­łam, błądziłam bez Boga przez około 10 lat. Czułam, że wzywał i przyciągał mnie nasz Ojciec, ale moja duma była tak wielka, że wciąż odwracałam się od Niego tak, żeby Go nie słyszeć. Nie chciałam wyzbyć się mojej pychy.

Tak daleko odeszłam od mojego Pana, że pomimo tego, iż byłam katoliczką „od kołyski” i 13 lat spędziłam w katolickiej szkole, przestałam wierzyć w Chrystusa jako Odkupiciela, Me­sjasza i Osobę Trójcy Świętej. Czułam, że Światło, którego do­świadczałam jako dziecko, rozproszyło się i znikło z mego życia, a przynajmniej że było bardzo odległe. Moje życie pełne było bólu i złości, nie wiedziałam, w którym kierunku mam się zwró­cić.

Kiedyś miałam sen, który wystraszył mnie i sprawił, że znowu zaczęłam myśleć o sprawach ducha i zaczęłam nawiedzać chrze­ścijańskie kościoły. Nie chciałam jednak wrócić do Kościoła ka­tolickiego, ponieważ wymagało to wyzbycia się mojej dumy, a na to jeszcze nie byłam gotowa.

Wtedy po raz pierwszy zetknęłam się z „Prawdziwym Życiem w Bogu”. Czytała te książki moja mama. Ja uważałam te pisma za intrygujące, ale jakby nie dla mnie. Jednak ziarno zostało za­siane i zaczęło kiełkować pod powierzchnią, zanim uświadomi­łam sobie, co się dzieje.

Za każdym razem kiedy odwiedzałam rodziców, widziałam „Prawdziwe Życie w Bogu” leżące na stole. Za każdym razem, kiedy na nie patrzyłam, ziarno we mnie rosło, odrzucałam ne­wage’owski sposób myślenia i wracałam do Chrystusa z mojego dzieciństwa, który był mi kiedyś tak bliski.

Odwiedziłam kilka kościołów, a ludzkie błędy, których byłam świadkiem, dały mi poznać, że słabość duchowa jest rzeczą ludzką i nadszedł czas, aby spojrzeć na nowo na katolicyzm i uśmierzyć mój gniew wobec Kościoła. Wtedy pożyczyłam „Prawdziwe Życie w Bogu” od mojej mamy i zdecydowałam się je czytać.

W miarę jak czytałam, stale przychodziły mi do głowy myśli, które wypaczały te miłosne słowa. Mój sceptycyzm był silny i, razem z moją dumą, nie miał zamiaru poddać się bez walki. Jed­nak Bóg jest stały, a ja powiedziałam sobie, że odłożę na bok te myśli i otworzę moje serce na prawdę. Jeśli Pan był obecny w tych pismach, chciałam móc Go usłyszeć. Większość pierwszego tomu to była walka, ale nim go skończyłam, czułam, że osuwam się w ręce Pana. Zamówiłam następny tom, żeby mieć go przed ukończeniem lektury pierwszego. Z końcem drugiego tomu, by­łam już całkowicie w rękach Pana: na kolanach, z twarzą zalaną łzami przy ziemi. Błagałam Boga, żeby przebaczył mi utratę wiary i odejście od Niego.

Nawrócenie było głębokie i silne. Przez następny miesiąc ży­łam z potęgującym się uczuciem Bożej obecności we wszystkich ludziach i podczas Mszy św. Czułam się wcześniej rozdarta w tłumie obcych ludzi, a nagle uświadomiłam sobie obecność w nich mojego Ojca. Przed nawróceniem nie uczestniczyłam regu­larnie we Mszy św. Teraz zaś czułam się przyciągana na Mszę także w ciągu tygodnia. Kiedy kończyła się poranna Eucharystia, ja już tęskniłam do następnego dnia, kiedy znów mogłabym spo­tkać Pana w komunii św. Pierwszy raz od lat poszłam do spowie­dzi i wydłużyłam czas codziennej modlitwy. Doświadczałam także niewiarygodnego spokoju – daru naszego Ojca. Nic mnie nie niepokoiło ani nie martwiło. Nawet mój współpracownik skomentował moje zachowanie. Uśmiechnęłam się. Boże drogi są naprawdę tajemnicze i niewiarygodne. Moje nawrócenie doko­nało się 5 lat temu i od tej pory nie oglądam się wstecz. Inten­sywność, z jaką odczuwam obecność Boga w moim życiu, nie jest już tak stała, jak w tym pierwszym miesiącu, ale Pan od czasu do czasu daje mi posmak tego, czego doświadczyłam po moim nawróceniu. Czuję, że moja wiara teraz jest silniejsza niż kiedykolwiek. Za to chwalę Pana.

Oczywiście, odkąd wróciłam na ścieżkę prowadzącą do Pana, nie raz potknęłam się i upadłam. Walczę dalej i codziennie upa­dam, ale teraz rozumiem, że mój Bóg jest zawsze ze mną i pod­nosi mnie, dając mi siłę, abym dalej szła Jego drogą. Odkryłam, że ścieżka prowadząca do Pana staje się prostsza kiedy sprawy mojego życia podporządkowuję Bogu. Zdaję sobie sprawę z tego, jak Jego Miłość obecna jest codziennie, w każdym momencie mojego życia.

Chwała Tobie, mój Panie i Boże! A Tobie, Vassulo, dziękuję, że powiedziałaś „tak” naszemu Panu! (N.)

*

Z Orędziem Najświętszego Serca Pana Jezusa, przekazanym przez Vassulę Ryden zetknąłem się na początku 1993 roku. Od tego czasu regularnie karmię się tym darem Nieba i wobec mego Anioła Stróża, Najświętszej Dziewicy, wobec samej Trójcy Świętej, jako katolik, wyznaję wiarę w prawdziwość Orędzia „Prawdziwe Życie w Bogu”. Wierzę, że jest ono dane nam od Prawdziwego Boga, Pana, w którego wiarę wyznaję w Credo.

Dziękuję Najwyższemu, że udzielił mi tej łaski.

Przeżyłem w swoim życiu długi okres utraty wiary, ateizmu, grzesznego życia, czas poszukiwań i powrotu do wiary. Jeśli grzesznik doświadczy obecności swego Zbawiciela, Jego Miłości, to z łatwością Go później rozpoznaje, poprzez swoje rany. Ani miłość ludzka, ani argumenty uczonych, ani diabeł, chociaż by się bardzo wysilał nie będzie balsamem na rany duszy. Tylko Miłość Pana, Miłość tego, który tę duszę stworzył. Te Orędzia są Balsamem na moje rany, Pokojem dla mojej duszy, Miłością dla mojego serca, Siłą w mojej słabości, radością w moim smutku, Światłem, Drogą, Nadzieją w moich ciemnościach i ciemno­ściach świata, obroną od Złego. Tym są dla mnie.

Serce Boga zostało nam dane, Serce, które jak matka kołysze swoje dzieci. Często po czytaniu Orędzia doznaję takiego „koły­sania”. Doświadczyłem wielu znaków potwierdzających, że Słowa z Orędzia wypełniają się w życiu, doświadczyłem zapachu róż i kadzidła w obecności innych osób.

Kończę to moje nieporadne świadectwo pragnieniem, aby wszyscy chrześcijanie uwierzyli w Ewangelię i z wdzięcznością przyjmowali Boże dary.

Wysławiam Cię, Ojcze, że tajemnice Królestwa Miłości obja­wiasz prostaczkom, grzesznikom i dzieciom!

Pan Jezus wyraźnie powiedział w Ewangelii, że Syn Człowie­czy przyjdzie wtedy, gdy uczniowie Jego nie będą się Go spo­dziewali. Czyż nie jest to ta chwila? Któż z uczniów spodziewa się Go teraz? Skoro tak Pan Jezus powiedział, to chociaż by nie chciał, to przyjdzie, aby wypełnić Swoje Słowo.

Przyjdź, Panie Jezu! Przyjdź teraz w Twej chwale, przyjdź, bo już jest ta chwila, kiedy uczniowie Twoi nie spodziewają się Cie­bie, kiedy nie wyczekują już Twego chwalebnego powrotu. Roz­proszyli wiarę, nadzieję i miłość. Przyjdź, aby ustanowić Króle­stwo Prawdy i Miłości, przyjdź, aby odbudować z ruin Twój Ko­ściół! Amen.

Osobiście staram się czytać Orędzia na kolanach, ponieważ tak są pisane. Wszystkim, którzy mają wątpliwości co do ich prawdziwości, zachęcam do takiej pozycji przy czytaniu. Zapew­niam, że wątpliwości znikną. (K. S.)

 

____________________________________

 

Wszystkim, którzy zechcą się podzielić swoimi przeżyciami du­chowymi i przemianami życia, po lekturze “Prawdziwego Życia w Bogu”, serdecznie dziękujemy. Przetłu­maczone świadectwa zostaną przekazane Vassuli.

 

 

 

[1] Wszystkie fragmenty pochodzą z przesłanych nam spontanicznie bardzo osobistych listów Czytelników. Ponieważ z pewnością nie każda pisząca do nas o swoich uczu­ciach osoba liczy się z możliwością publikacji swego listu, nie chcąc nikogo urazić, zachowujemy anonimowość osób. Wszystkie te, ogromnie dla nas cenne listy ze świa­dectwami, przechowujemy w archiwum. (Przyp. wyd.)­­