List Vassuli u progu Nowego Roku 2002: Droga rodzino Prawdziwego Życia w Bogu!

Doszliśmy wreszcie do końca tego burzliwego roku i modlimy się z ufnością, aby nowy rok był spokojny. W chwili, gdy do was piszę, mam obok otwartą moją Biblię. Po napisaniu tego pierwszego zdania mój wzrok padł na fragment: „Przyjdźcie, zobaczcie dzieła Pana, dzieła zdumiewające, których dokonuje na ziemi. On uśmierza wojny aż po krańce ziemi, On kruszy łuki, łamie włócznie, tarcze pali w ogniu” (Ps 46,9-10). Cóż, ufam, że to prorocza zapowiedź, choć tak wiele razy w orędziach Bóg uprzedzał nas, że jeśli się nie nawrócimy i nie zmienimy serc przez modlitwę, skruchę, ofiary, będziemy musieli stawić czoła trudnym czasom. Pismo mówi: „Strzeżcie się, abyście nie stawiali oporu Temu, który do was przemawia. Jeśli bowiem tamci nie uniknęli kary, ponieważ odwrócili się od Tego, który na ziemi mówił, o ileż bardziej my, jeśli odwrócimy się od Tego, który z nieba przemawia” (Hbr 12,25).
Otrzymanie takiego orędzia, jakim jest Prawdziwe Życie w Bogu, jest błogosławieństwem, zatem uchwyćmy się tej łaski, jaka została nam udzielona darmo i posłużmy się nią, by ewangelizować świat i rozszerzyć Królestwo Boże na kraje, które nigdy nie słyszały o Bogu. To wymaga odwagi. Jednak odwaga nie wystarczy. To wymaga kroczenia z Bogiem i czynienia Jego woli, posiadania ducha Chrystusa, jak w przeciwnym razie bylibyśmy gotowi do szerzenia Słowa Bożego i zwracania ku Bogu nienawróconych dotąd serc? Orędzia Prawdziwego Życia w Bogu przyciągają nas bliżej do Boga, abyśmy poznali i pojęli Go. Wielu spośród was zbliżyło się do Boga i poprzez „tak” wypowiedziane Bogu wasze życie zostało uświęcone. Bóg pragnie naszej doskonałości. Czystość duszy ma zasadnicze znaczenie dla nawiązania się Boskiej więzi pomiędzy Bogiem a Jego stworzeniem. Kiedy dusza oddała się Bogu, duch nie zawiera już niczego innego jak tylko Boga i życie zmienia się w nieustanną modlitwę. To czego wciąż trzeba wymagać to niepodzielność serca. Dzięki niepodzielności narodzimy się ponownie przez Ducha Świętego, który pouczy nas o wszystkich rzeczach, które są niewidoczne dla oka, a są wieczne. Potem Bóg będzie rozmawiał z bogami narodzonymi z Niego przez łaskę. Duch Święty nauczy nas poznawać Boga, a czy jest coś przyjemniejszego niż poznawać Boga i rozumieć Go? Zaraz wasza dusza pojmie, że jesteście spokrewnieni z Bogiem!
Od dwóch lat usilnie prosiłam każdego czytelnika Prawdziwego Życia w Bogu (a jesteście liczni), żeby się stał świadkiem. W ubiegłym roku stało się oczywiste, że to Pan prosił mnie o nakłanianie was do dawania świadectwa. Dlaczego? On widział, że niektórzy z was byli gotowi, aby iść ewangelizować i chrystianizować to zdechrystianizowane społeczeństwo! Przygotowanie tego planu nie było łatwe! Carole Chamberlain była ze mną i wiele mi w tym pomogła. Plan, o którego realizację Bóg mnie prosił, wymagał ode mnie trzymiesięcznego przygotowania. Musiałam prosić Pana o pomoc w przygotowaniu 27 pytań, jakie wam wszystkim postawiłam. Potem napłynęły odpowiedzi od 80 osób. Musiałam je przeczytać. Tych, którzy pomyślnie przeszli ten test, prosiłam o przygotowanie kasety audio, na której nagraliby swoje świadectwo o Prawdziwym Życiu w Bogu dla sprawdzenia, czy byli do tego zdolni. Musiałam to sprawdzić. Przez 28 godzin słuchałam kaset. Potem musiałam każdego poprawić, każdemu udzielić kilku wskazówek. Następnie zwróciłam się do organizatorów i skontaktowałam ich ze świadkami, aby nawiązali współpracę.
W tym samym czasie inny plan – nasza pielgrzymka do Egiptu – zaczął nabierać kształtów. Jonathan dokonał olbrzymiej i bardzo wymagającej pracy. Nadal napływają zapisy na wyjazd do Egiptu. Pielgrzymka została ograniczona do 200 osób i choć obecnie powiększyliśmy tę grupę do 300, musiałam dokonać wyboru spośród 500 osób, które się zgłosiły. Pielgrzymka ta nie polega jedynie na wspólnej modlitwie o jedność i na rozmyślaniu, lecz ma też za zadanie wzajemne przedstawienie się sobie tych, którzy pracują dla Prawdziwego Życia w Bogu, oraz wymienienie uwag na temat naszej pracy. Carole przygotowuje warsztaty, abyśmy wszyscy poczynili jakieś plany, aby być przydatnymi Jezusowi w dalszym rozpowszechnianiu Jego orędzi. Pielgrzymka ta będzie polegać na wspólnej modlitwie, codziennej Eucharystii i adoracji Najświętszego Sakramentu. Będzie czas na rozmyślanie w podróży i w naszych pokojach. Będą dwudniowe warsztaty i niemal codziennie od 17 do 19 kapłani będą udzielać pouczeń na temat jedności i pojednania. Będziemy wiele podróżować, zwiedzać. Uczcimy miejsca pobytu w Egipcie Świętej Rodziny. Wykorzystamy także tę podróż, aby zobaczyć znane historyczne miejsca, gdyż znajdują się tuż obok miejsc pobytu Świętej Rodziny. Zwiedzimy klasztory, w tym Świętej Katarzyny na Górze Synaj. Będzie można wejść na Górę pieszo lub na grzbiecie dromadera, a inni będą mogli odpocząć. Ale głównym celem naszego pobytu w Egipcie jest wzmocnienie celu, jakim jest jedność i pogłębienie sposobów ewangelizowania i rozszerzania w sposób jak najskuteczniejszy orędzi Prawdziwego Życia w Bogu. Tych więc, którym taki pobyt by nie odpowiadał, proszę, aby go zaniechali. Nie pojedziemy tam tylko po to, aby coś duchowo otrzymać i „naładować baterie”, jak czynimy w takich miejscach jak Medziugorje, ale nauczymy się też dawać duchowe bogactwa, jakie sami otrzymaliśmy, tym, którzy ich nie dostali. Będziemy się uczyć myśleć nie tylko egoistycznie o tym co jest dobre dla naszej duszy, ale będziemy myśleć także o innych duszach, o tym, co moglibyśmy uczynić, aby i inni zostali doprowadzeni do Boga. Jak już słyszeliście, największa przysługa, jaką możemy oddać Bogu, to przyprowadzić do Niego choćby jedną duszę. W tym celu musi w nas umrzeć egoizm. Będziemy się uczyć dzielić i dawać, a nie tylko otrzymywać bez dawania. Pan zaprosił nas na ucztę i najedliśmy się do sytości serca. Dlaczego nie mielibyśmy wyjść i powiedzieć innym, że jest suto zastawiony stół, przy którym i inni mogą zasiąść, aby zostać uzdrowionymi, jak i my wyzdrowieliśmy? Tak, musimy uważać, aby nikt nie był pozbawiony łaski Bożej, jaką sami otrzymaliśmy przez te wszystkie lata. Kiedy to wszystko przygotowywałam nadal nie przestawałam dawać świadectwa i jeździć, aby dawać i dzielić bogactwa Prawdziwego Życia w Bogu.
W tym samym czasie zostałam wezwana przez Naszego Pana do przyjęcia nowych orędzi, które są bardziej pouczeniami niż orędziami. Jako pani domu musiałam też wypełniać inne moje zadania. Jako córka i jako matka spotykałam się z rodziną, kiedy tylko mogłam. Zostałam przez Pana poddana nowej próbie w ubiegłym roku, gdyż niemal każdy członek mojej rodziny poważnie chorował. Najpierw – choroba starszego syna, w dzień po jego ślubie. Obecnie – dzięki waszym modlitwom czuje się dobrze. Tuż przed Bożym Narodzeniem rodzina ze Szwajcarii wezwała mnie pilnie z powodu agonii mojej matki. Opuściłam więc Rzym, męża i młodszego syna, który przybył akurat z USA, chcąc spędzić z nami Boże Narodzenie i byłam z nią cały tydzień w szpitalu. Nieco wcześniej, gdy jechaliśmy samochodem ze Szwajcarii do Rzymu, kiedy od domu dzieliło mnie zaledwie trzy godziny drogi zatelefonował szwagier, mówiąc, że moja siostra Yannula umiera i lekarze polecili powiadomić rodzinę, gdyż najprawdopodobniej nie przeżyje nocy. W tej sytuacji podjechaliśmy na lotnisko Fiumicino i wsiadłam do ostatniego samolotu do Aten. Miałam bilet tylko na tydzień, gdyż potem pozostawał mi jeden dzień, aby się przygotować do podróży do Sri Lanki, Bangladeszu i Indii. Przybyłam do Grecji tak jak stałam. O 22.30 dotarłam do szpitala. Yannula leżała pod aparatem tlenowym i bardzo cierpiała. Na mój widok powiedziała: „Widzisz, wiem, że umieram. Chciałabym, żebyś poprosiła Jezusa o wybaczenie mi wszystkich grzechów”. Powiedziałam, że to uczynię. Zostałam z nią do 2 w nocy, potem był przy niej syn. Nie wiedziałam, czy ją jeszcze zobaczę. Również Helena, moja siostra, przybyła ze Szwajcarii. Nazajutrz Yannula żyła, ale lekarze nie chcieli nam dawać złudnych nadziei, gdyż była umierająca i koniec mógł nastąpić w każdej chwili. To trwało 4 dni. Ponieważ ogromnie cierpiała, poprosiłam Jezusa, aby uczynił, co zechce: albo aby ją natychmiast zabrał, albo aby ją uzdrowił. Wraz z rodziną zajęłam się przygotowaniami do pogrzebu. Pan jednak wysłuchał naszych modlitw i postanowił zachować ją przy życiu. Piątego dnia poczuła się lepiej, szóstego – zaczęła siadać, w siódmym – zdjęto jej maskę tlenową i odczuła głód. Uśmiechała się, a lekarze byli w szoku. Wyjeżdżałam uspokojona, oddając chwałę Bogu. Po tygodniu pozwolono jej opuścić szpital, choć ważyła zaledwie 30 kg. Obecnie – 42. Wciąż jest chora, ale czuje się lepiej, a jej duch jest w lepszym stanie niż wasz i mój. Potrzebuje modlitw. Może wtedy Pan zdecyduje się zostawić ją przy życiu i całkowicie uzdrowić?
Inna sprawa, która przypomniała nam o proroctwach, jakie zostały mi dane, to wydarzenie z 11 września. Jak wiecie przed 10 laty, w tym samym dniu, Pan dał mi proroctwo o wieżach. Ale już przed tym proroctwem, w 1988 lub 1989 (nie pamiętam, który był to rok), kiedy oglądałam w telewizji film dokumentalny o Nowym Jorku, ukazujący miasto od strony morza, ujrzałam dym i apokaliptyczną scenę, dokładnie taką, jaka się później rozegrała. Powiedziałam wtedy głośno: „I tego wszystkiego już nie będzie...” Były ze mną wtedy 2 osoby, które mogą to poświadczyć. Nie chcę, by się tak koncentrowano na „wydarzeniach”. Wszystkim to radzę, w przeciwnym razie mniej wagi będziecie przywiązywać do zbawienia duszy. Bóg nas ostrzegł, że zło przyciąga zło. Zatem to, co powinniśmy zrobić, to unieść nasze twarze na modlitwie do Boga. Prośmy o dar miłości i pokory. Żyjmy orędziami. Uczestniczmy we Mszy św., aby przyjmować Jezusa i w adoracji, aby być z Jezusem. Wyznawajmy często grzechy. Żyjmy nawzajem ze sobą w pokoju. Ci, którzy się koncentrują na wydarzeniach i próbują sami interpretować prorockie zapowiedzi, będą mieć w końcu puste ręce, kiedy staną przed Bożym Tronem. Bądźmy więc w głębokim związku z Trójcą Świętą i starajmy się jeszcze mocniej w nowym roku zjednoczyć z Bożą Miłością. Niech Pan wszystkich was błogosławi i niech łaska Pan spocznie na was.

Vassula